sobota, 5 marca 2016

To tu skrywa się źródło rozpaczy, czyli "Tokyo Ghoul" - Sui Ishida



Początkowo tytułem Tokyo Ghoul zainteresowało się wydawnictwo JPF, podając ją w swojej ankiecie. Jednak koniec końców to wydawnictwo Waneko ją wydało. Wybrali świetny moment - popularność anime rosła, przybywało fanów gotowych kupić pierwowzór jak najszybciej. Zwłaszcza, że ponoć zostało uproszczone i pominięte wiele wątków. Kupiłam tę mangę tylko dlatego, że spodobała mi się okładka, a sam tytuł gdzieś już się przewijał. Potem dopiero odkryłam, że Tokyo Ghoul było dosłownie wszędzie - począwszy od głównych stron portali dla otaku, a skończywszy na wszelkiej maści gadżetach. Huczało głównie o anime, więc obejrzałam je - jednym tchem oba sezony (chociaż było wiele słabszych momentów), nawiasem mówiąc - zaraz po przeczytaniu pierwszego tomu mangi. I to właśnie na niej się dzisiaj skupimy.

Ghule - bezlitosne, żywiące się ludzkim mięsem kreatury pojawiły się siejąc strach. Zostały powołane organizacje do walki z nimi, a życie chcąc nie chcąc toczy się własnym tempem.W takim świecie żyje pewien chłopak. Kaneki to niczym niewyróżniający się, nieco niezdarny student, który czas spędza głównie na czytaniu książek i spędzania go ze swoim przyjacielem. W wyniku nieszczęśliwego wypadku, aby mógł przeżyć, potrzebny jest przeszczep organów. Po pomyślnie przeprowadzonej operacji, Kaneki dochodzi do siebie, ale zauważa swoje dziwne skłonności. Okazuje się, że przez pomyłkę zostały mu wszczepione narządy ghula, a on wykazuje zachowania zupełnie jak one.

Byłam mile zaskoczona, kiedy otworzyłam mangę - kreska przyjemna dla oka, bardzo przypadła mi go gustu już w pierwszej chwili. Jest dużo czerni, która idealnie oddaje klimat historii. Jestem świadoma, że nie wszystkim się spodoba. Jest inna niż typowe rodzaje rysowania - grubsza i gładsza. Jedynym mankamentem była niekiedy sztywność przy scenach dynamicznych. Występuje również wiele wyrazów dźwiękonaśladowczych. Brawo dla grafików, że w większości udało im się zlikwidować japońskie znaki. Zdarzyło się jednak raz czy dwa, że musiały one zostać - gdyby nie to, prawdopodobnie trzeba byłoby usunąć pół kadru. Może nie jest to wybitnie zauważalne, ale z anatomią czasem coś nie wyjdzie, jednak mimo tego wszystkiego, grafikę uważam za duży plus.

Staranności nie mogę również odmówić wydawnictwu Waneko - śliczna, matowa obwoluta, zero literówek, dobra i przejrzysta czcionka . Papier nieco prześwituje, ale nie na tyle, aby można było uznać to za dużą wadę; nie przeszkadzało mi to w czytaniu.W gruncie wydana jest prosto, ale niezwykle urzekająco. Zauważyłam również różnice w zapisie. W tytule widnieje "ghoul", za to w tekście "ghul". Może warto by to ujednolicić.

Porównując fabularnie mangę i anime, w tym tomie nie zauważyłam jeszcze różnic, jednak już widoczne jest, że producenci adaptacji uprościli co nieco - biorąc pod lupę istotę książki występującej w komiksie Sui Ishida, która być może stała się sprawcą tego wszystkiego. Jej adekwatność do sytuacji została dokładniej przedstawiona w mandze.

W tym tomie najważniejszą rolę grają bohaterowie, a właściwie Kaneki. Inne postaci nie dają się na razie dużo poznać. Rozterki i obawy Kanekiego wydały mi się naprawdę realistyczne. jego zachowanie, może trochę przewrażliwione, wypadło bardzo przekonująco. Nie chce, ale musi krzywdzić innych, aby przeżyć, co jest postrzegane przez niego jak kanibalizm. Uważa również, że nie należy do żadnego świata - nie jest ani w pełni człowiekiem, ani ghulem. Toczy walkę z samym sobą. Naprawdę wielki plus.

Podsumowując, ta manga to naprawdę coś świetnego. Kreska, która bardzo mi się podoba, wydanie, fabuła - wszystko się zgadza. Postaram się kupić kolejne tomy, bo choć nie kończy się w przełomowym momencie, to chcę wiedzieć co będzie dalej. Myślę, że warto dać jej szansę.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję, że tu jesteś!
Za każdy kreatywny komentarz z chęcią się zrewanżuję!
Każde miłe słowo mnie motywuje. Konstruktywna krytyka mile widziana! Jestem otwarta na wszelkie propozycje i uwagi.
Twój komentarz wiele dla mnie znaczy!