Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte Bronte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte Bronte. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Sekret




Co ja mogę Wam powiedzieć? Nie mam pojęcia jak to ująć, aby nie było zbyt chaotycznie.


Pozwolę sobie zacytować fragment mojej recenzji poprzedniego dzieła Bronte jakie czytałam, i który w pełni oddaje moje uczucia i tym razem: "Nie będę się rozwodzić nad kunsztem pisarki. W pełni ją kupuję i ubóstwiam. Tekst płynie, czyta się bardzo szybko. Myślę, że najlepszym do tego komentarzem z mojej strony będzie to, że połknęłam tę książkę w dwa dni i chcę więcej. Już ostrzę sobie ząbki na kolejne pozycje Charlotte Bronte."

Patrząc subiektywnie, ten utwór nie ma wad. Takie byłoby moje osobiste zdanie na ten temat, ponieważ uwielbiam tę autorkę. Jednak nie mogę sobie pozwolić na całkowitą subiektywność. Patrząc obiektywnie ta książka ma wady, ale... autorce zdecydowanie można je wybaczyć. Utwory te zostały napisane, kiedy Bronte dopiero wprawiała się w sztukę pisania. Widać już pokaźne zaczątki jej talentu. Postaci są świetnie wykreowane, fabuła wciąga. Nie mogę także nie wspomnieć o oddanym klimacie, który jest niepowtarzalny, nie ma go u żadnego innego pisarza. Lektura ta, zdecydowanie różni się od innych dzieł Bronte. Akcja dzieje się w mieści fikcyjnym, czasem nawet da się zauważyć elementy zakrapiane nadnaturalnością.

Każde opowiadanie bardzo mi się podobało, ale czuję mały niedosyt. Utwory te nie są zbyt rozbudowane, przez co wiele wątków jest rozwiązanych lekko pobieżnie, niekiedy czułam się, jakby zostały urwane, aczkolwiek pamiętamy, że te opowiadanie nie zostały napisane z myślą o publikacji, a autorka była w młodym wieku.

Pierwszym opowiadaniem jest tytułowy "Sekret". Opowiada on o markizie, szczęśliwej ze swoim mężem Athurem markizem Douro. Przeszłość jednak daje o sobie znać. Marian z początku nie przyjmowała zalotów markiza, co było niezrozumiałe, przecież odwzajemniała tego uczucia. W końcu ten sekret wychodzi na jaw. Ale to nie koniec tajemnic. Okazuje się, że Marian może nie być tym, kim myśli, że jest. A jej matka wraz ze swoją przyjaciółką mogły skomplikować sprawy, kiedy była niemowlęciem. Pojawiają się kłopotliwi ludzie, a Marian ma przez nich nie lada zmartwienie.

To opowiadanie jako wstęp bardzo zachęcała do dalszego czytania. Jest tu kilka zwrotów akcji, fabuła wciąga (zresztą tak jak w innych opowiadaniach), a same postaci bardzo polubiłam. Marian - główna bohaterka tejże opowiastki momentami jest zbyt naiwna, ale to przecież nie nasze czasy. Opowieść liczy sobie cztery rozdziały i ok. 80 stron. 10/10, że się tak wyrażę.

Drugim opowiadaniem jest "Lily Hart". Jest o wiele krótsze, liczy sobie 35 stron i nie ma rozdziałów, które myślę, że przy takiej długości nie są konieczne. Ta historia wzrusza, może nie do łez, ale na pewno ma w sobie coś takiego... jest po prostu urocza. Lily wraz ze swoją matką siedząc przy kominku i próbując się otrząsnąć z wydarzeń dnia (szalała bowiem wojna), słyszą jakieś odgłosy w ogródku. Okazuje się, że jest to ranny żołnierz. Natychmiast mu pomagają. W furtce staje nieznajomy mężczyzna mówiąc, że zna się na medycynie. Okazuje się, że jest to przyjaciel rannego. Podczas pobytu pana Seymora (tak bowiem nazywał się owy ranny) Lily zaczyna żywić do niego sympatię. W końcu po wielu perypetiach staje się to co musi. Ale dlaczego Lily musi żyć w odosobnionym domu, widząc tylko kilka osób i nigdzie nie wychodząc? Kiedy prawda wychodzi na jaw, wszyscy są oszołomieni. A życie Lily zmienia się na zawsze...

I tym razem nie zawiodłam się. Powiedziałabym, że ta opowiastka jest piękna. 10/10

A teraz pora przedstawić Wam trzecią historię. "Albion i Marina" pod którymi to imionami skrywają się Marian i Arthur z "Sekretu" na dalszym etapie ich związku.

Marina to córka wdowca, osobistego lekarza jego książęcej mości, Szkota o doskonałych manierach i wyglądzie dżentelmena. Arthur to syn samego księcia. Zrządzenie losu sprawia, że losy Mariny i Arthura splatają się. Kiedy w końcu mimo trudności staje się to co musiało się stać, Arthur musi wyjechać. Kiedy ukazuje mu się duch Mariny, natychmiast wraca się z nią spotkać. Obiecała mu, że będzie szczęśliwa kiedy wróci. Jak to się skończyło? Intrygująco.

Spodziewałam się czegoś innego, ale dostałam chyba coś jeszcze lepszego. Kilejna po prostu piękna opowiastka. Ma ok.30 stron i siedem rozdziałów. Może nawet i moja ulubiona opowieść z tej książki.

Czwarta, bynajmniej nie ostatnia historia. "Ślub"

Mając dość rutyny i melancholii swojego życia udaje się w podróż, aby odpocząć od zgiełku, problemów i obowiązków. Szedł radośnie przed siebie nie widząc gdzie zmierza. Trafił na polanę, na któej stałą okazała marmurowa budowla. Na jej schodach siedziała piękna dziewczyna i mężczyzna. Byli to markiz Arthur Douro oraz jego żona markiza Marian Hume. Zaprosili go do siebie w gościnę, gdzie jego uwagę przykuł posążek, z wygrawerowaną inskrypcją z przeprosinami od lady Zenobii Ellrington. Nigdy nie słyszał o jakichś nieporozumieniach między markizem a lady, nie przejawiali także wrogości w towarzystwie, ale ludzie opowiadali pewną historię na ten temat.

W dalszej części tej historii opisane są owe wydarzenia, o których mówią ludzie. Jest ona bardzo interesująca, ciekawa i zajmująca. Jak inne opowieści z tej książki czytałam to jednym tchem. Fabuła bardzo mnie zainteresowała, nie spodziewałam się takiego zachowania po lady Ellrington (występowała sporadycznie w poprzednich historiach) i zaskoczyło mnie to. Także i tutaj mamy do czynienia z Arthurem oraz Marian i perypetiami utrudniającymi ich związek. Bardzo polubiłam tych bohaterów, więc wcale mi nie przeszkadza, że są tak częstym tematem. 10/10 (wow, tego się nie spodziewaliście, co? XD)

Ostatnią i najkrótszą opowieścią jest "Spojrzenie w album z obrazkami" Ma zaledwie dziesięć stron i nie opowiada właściwie żadnej historii. Jest to opis osobliwych fotografii, znajdujących się w albumie. Wspaniale, ze świetnymi detalami i interesująco są tam opisane postaci znane nam ze wcześniejszych historii. Zazwyczaj nie lubię opisów, jeżeli książka opowieść sama w sobie jest przydługim, nudnym opisem. Natomiast w tym przypadku było pięknie, świetnie, wspaniale, intrygująco i interesująco. 10/10 (znowu XD)



Książka jest króciutka, liczy sobie zaledwie 180 stron. Powyżej nadmieniłam co o niej sądzę z subiektywnego i obiektywnego punktu widzenia i te dwie perspektywy przeplatają się w tej recenzji. O wadach nie mogę mówić subiektywnie, a o zaletach owszem. Bardzo polecam tę książkę. Musisz to przeczytać!













Za możliwość przeczytania tej książki bardzo dziękuję wydawnictwu MG
9/10

środa, 17 września 2014

Niedokończone opowieści Charlotte Bronte



Nie będę opisywała fabuły, ponieważ na dobrą sprawę w żadnej z tych powieści się ona nie zdążyła rozwinąć. No dobrze, ale jeżeli nie ma fabuły, to o czym to właściwie jest? Już tłumaczę: Charlotte Bronte, którą zapewne większość z was kojarzy, pozostawiła w swym dobytku cztery niedokończone opowieści. Umarła, więc nigdy ich nie dokończyła. W tej książce, są zebrane wszystkie te powieści. Interesujące, prawda? Owszem, bardzo.

Sięgając po tę książkę byłam pełna nadziei. Pomyślałam, że to będzie dobra zabawa, spekulowanie na temat dalszych losów bohaterów. W pierwszym opowiadaniu pt; "Ashworth" nie byłam szczególnie zadowolona. Nie wiele się działo, więc było nudno w niektórych momentach,a i też nie miałam pomysłu co mogłoby być dalej, jednak od razu zakochałam się w stylu pisania autorki, więc dzielnie kontynuowałam. I powiem szczerze, że to jedyna ( oprócz jednej, którą wymienię potem) wada. Następna opowieść w pierwszym rozdziale już mnie porwała, jednak kończy się na dwóch i to jeszcze w takim momencie, że czytelnika ciekawość może znokautować i spowodować kaca książkowego. Trzecie opowiadanie było dłuższe, ale także ciekawe. Przy trzecim to już totalny nokaut. Sprawa ma się tak, jak w "Emily" (drugie opowiadanie). Kończy się na takim tajemniczym zdaniu, które może zwiastować wszystko i oto druga wada ( choć nie powiem, że całkiem negatywna). Dwa z opowiadań, kończą się w momentach, które są najgorsze z możliwych dla czytelnika. Mimo, że bez tego nie byłoby tego klimatu niepewności to: Dlaczego nie ma jeszcze choć jednego rozdziału?

Nie będę się rozwodzić nad kunsztem pisarki. W pełni ją kupuję i ubóstwiam. Tekst płynie, czyta się bardzo szybko. Myślę, że najlepszym do tego komentarzem z mojej strony będzie to, że połknęłam tę książkę w dwa dni i chcę więcej. Już ostrzę sobie ząbki na kolejne pozycje Charlotte Bronte. A może przeczytam też coś jej sióstr?

Polecam, polecam. Nawet, jeżeli obawiacie się, że ciekawość was zeżre to przeczytajcie to. Czyż sama okładka nie zachęca? Wydanie, pomysł, autorka. Wszystkie pięknie, ładnie, idealnie. Jak można obok czegoś takiego przejść obojętnie? Nie można. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i na pewno nie ostatnie.