niedziela, 27 kwietnia 2014

Światła września



Jest rok 1936, Simone Sauvelle po śmierci męża zostaje praktycznie bez środków do życia. Dzięki pomocy sąsiada udaje jej się dostać pracę jako ochmistrzyni normandzkiej rezydencji Lazarusa Janna, wynalazcy i właściciela fabryki zabawek. Pani Sauvelle wraz z dziećmi: 14-letnią Irene i młodszym Dorianem wyjeżdża do Normandii. Podczas pierwszej wizyty u gospodarza rodzina Sauvelle zostaje oprowadzona po części domu pełnego przedziwnych mechanicznych zabawek. Dowiaduje się również o dziwnej chorobie żony Lazarusa. Po pewnym czasie Irene zaprzyjaźnia się z Hannah, kucharką wynalazcy, dzięki której poznaje Ismaela. Kiedy Hannah zostaje odnaleziona martwa, Irene i Ismael postanawiają zgłębić tajemnicę jej śmierci. Aby tego dokonać, będą musieli rozwiązać szereg zagadek związanych z Lazarusem i jego żoną.


Było to moje pierwsze spotkanie z Zafonem. Wcześniej nie wiedziałam, jak i o czym pisze. Teraz także nie mogę się specjalnie wypowiedzieć, ponieważ moja wiedza na temat stylu tegoż pisarza, bazuje jedynie na tej książce. Dowiedziałam się, że jest ona z serii skierowanej dla młodzieży, jednak każda książka z trylogii opowiada zupełnie inną historię. Zaczęłam już czytać Pałac Północy, jedną z serii i to prawda. Historie w tych książkach nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale przejdźmy do samej książki:

Historia nietuzinkowa. Obyczajówka, rzekłabym , oczywiście przez pierwszych kilkadziesiąt stron. Potem akcja przyspiesza i ucieka w klimaty fantasy. Wszystko było cudownie opisane. Czułam się, jakbym to wszystko widziała. Ogarnął mnie strach przed cieniem i przez pierwszą noc, każdy cień wydawał mi się podejrzany. Natychmiast utożsamiłam się z bohaterami. Nie zabrakło oczywiście wątku miłosnego. Książka opowiada w gruncie rzeczy o dorosłej kobiecie, jednak wątek miłosny jest pomiędzy nastolatkami. Spokojnie, nie będzie to nic w rodzaju Zmierzchu. Bynajmniej. Zostawia po sobie niedosyt z tego względu, iż ta miłość nie ma szczęśliwego zakończenia tylko po prostu rozstanie. Bynajmniej nie na zawsze. Za to wkurzyłam się na autora i przez dłuższy czas nie sięgałam po jego dzieła. Całość była bardzo pomysłowa i bardzo mi się podobało.

Powieść napisana hm... dosyć... oryginalnie. Nie potocznie, jednak wszystkie słowa można w pełni zrozumieć. Wyidealizowane słowa, eleganckie, ale nie jest to irytujące. Trzymać taki język przez całą książkę? Bez wątpienia Zafon to prawdziwy i dobry pisarz. Kunszt autora jest wyjątkowy. Trzeba przekonać się samemu. Z pewnością wiele z was, miało już styczność z tym pisarzem. Jak go oceniacie?

Książka jest dosyć krótka. To zdumiewające, że w takiej książce, można przekazać tak wiele treści. To niezwykłe.

Jeżeli ktoś, pogubił się to podsumuję jednym słowem: Polecam.




4 komentarze:

  1. Bardzo ładny wygląd bloga :)
    http://autografy-patrycji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię styl pisania Zafona :) Tej akurat książki jeszcze nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka jest krótka, bo to dopiero początek ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu jesteś!
Za każdy kreatywny komentarz z chęcią się zrewanżuję!
Każde miłe słowo mnie motywuje. Konstruktywna krytyka mile widziana! Jestem otwarta na wszelkie propozycje i uwagi.
Twój komentarz wiele dla mnie znaczy!