Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juliusz Verne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juliusz Verne. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2015

Recenzyjki: Horyzont zdarzeń, Zakon mimów, Podróż do wnętrza ziemi, Dziewczyna z zegarem zamiast serca

Recenzyjki to cykl postów, w których recenzuję kilka książek na raz. Są to opinie ujęte w kilku zdaniach bez zbędnego wdawania się w szczegóły.


Horyzont zdarzeń
Drygi tom serii Parabellum, w którym kontynuowane są losy bohaterów z pierwszej części.

Jakiś czas temu czytałam pierwszą część cyklu Parabellum tj. Prędkość ucieczki i bardzo, ale to bardzo mi się podobała. Nie wiem dlaczego drugą część przeczytałam dopiero kiedy pojawił się news, ze można się spodziewać za kilka miesięcy trzeciego tomu, ale lepiej późno niż wcale. Druga część jest niestety krótsza. Mróz trzymał w niej fason, ale muszę stwierdzić, że pierwsza część była lepsza. Nie znaczenie, ale jednak. Jestem bardzo ciekawa kontynuacji. Horyzont zdarzeń nie pohamował mojego apetytu, a raczej go zwiększył. 8/10




Dziewczyna z zegarem zamiast serca
Myślał, że spotkał miłość swojego życia. Być może tak właśnie było. Problem w tym, że bez powodu ona popełniła samobójstwo. Po latach spotkał ją w jednym z barów. Ona poprosiła go o pomoc. Miała kłopoty, zadarła z niewłaściwymi ludźmi. Aha, jeszcze jedno. On jest tylko narzędziem.

Bez bicia przyznaję się, że kupiłam to tylko ze względu na intrygujący tytuł oraz rekomendację Niebieskiej Zakładki. W gruncie rzeczy to nie bardzo orientowałam się o czym jest. W każdym razie zainteresowała mnie od początku, akcja rozkręcała się od pierwszych stron. Styl przypadł mi do gustu i połknęłam ją bardzo szybko. Fabuła jest naprawdę bardzo interesująca, z niespodziewanymi zwrotami akcji. Wszystko się zgadza, a jednak te elementy nie były całkiem dopieszczone przez co nie mogę w pełni powiedzieć, że mi się podobała. Tak właściwie to nie wzbudziła we mnie większych emocji. Przeczytałam, miło spędziłam czas i nic więcej. 6/10



Zakon mimów
Druga część serii The Bone Season. Kontynuacja akcji z Czasu żniw co oznacza więcej, lepiej i szybciej.

Czas żniw podobał mi się ogromnie i nie mogłam się doczekać kontynuacji. Kiedy w końcu się pojawiła nie wiedzieć czemu zwlekałam z jej kupnem, a potem na dodatek stała na półce kilka tygodni. W końcu po nią sięgnęłam. Ile tam się dzieje! Jedno, wielkie wow. Samantha Shannon nie spuszcza z tonu i zaskakuje ponownie. Wszystko się zgadza. Bezbłędne 9/10



Podróż do wnętrza ziemi
Ekscentryczny stryj odkrywa wiadomość w pewnej książce. Mówi ona, że da się dotrzeć do środka ziemi. Nasi bohaterowie wyruszają w podróż. Czy uda im się tam dotrzeć?

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z prozą Juliusza Verne. Nie pierwsze i nie ostatnie, bo styl mimo iż nieco przestarzały podbił moje serce, a fabuła to po prostu majstersztyk. Wspomnę jeszcze tylko, że kolekcja Hachette z oryginalnymi wydaniami to świetny pomysł. 8/10



Jeśli chcecie poznać szerszą opinię o którejś książce - piszcie, a być może pojawi się dłuższa wersja :)



czwartek, 19 marca 2015

Dzieci kapitana Granta



Kolekcja Hahette zaczęła być wydawana już jakiś czas temu, na szczęście trafiłam jeszcze na pierwszy numer w Empiku. Oczywiście od razu kupiłam, bardzo się opłacało. Wydanie wygląda dużo gorzej niż w reklamie, jest jakby wyblakłe, ale i tak nie planuję kupować kolejnych tomów tej serii. Ale wygląd to nie wszystko, liczy się treść.

Płynąc statkiem, załoga trafia na olbrzymiego rekina. Postanawiają na niego zapolować, a kiedy już go wyciągają na pokład, znajdują w jego wnętrzu butelkę z dokumentami w środku. Niestety nie jest dokładnie zakorkowana i papier jest mokry, ale w końcu udaje im się go wyciągnąć. Część słów jest zmyta, są to trzy kartki o tej samej treści, spisane w różnych językach. Bohaterom udaje się jeden dokument wypełnić drugim oraz trzecim i na odwrót. Dowiadują się, że kapitan Grant dostał się do niewoli, jego statek się rozbił i potrzebuje pomocy. Glenarvan daje ogłoszenie w gazecie i wyjeżdża, aby poprosić o zgodę na poszukiwania. Nie dostaje jej. O ogłoszeniu dowiadują się dzieci owego kapitana i przybywają do lady Heleny, która słysząc ich historię po zniknięciu ojca, postanawia pomóc. Glenarvan wraz z załogą na własną rękę rozpoczynają poszukiwania niekiedy narażając życie. Na statek przez pomyłkę trafia uczony, Jakub Paganel, który przyłącza się do misji poszukiwawczej. Ale czy dobrze rozszyfrowali dokumenty? Czy znajdą kapitana Granta? Co się stanie z dziećmi Granta? Czy poszukiwacze... przeżyją?

Wciągnęłam się od razu, z miejsca. Nie często mam styczność z literaturą dziewiętnastego wieku, ale chyba mi się spodobało. Nie sądziłam, że tak mnie to wciągnie. Wraz z pierwszym zdaniem znalazłam się na statku 26 lipca 1864 roku, byłam świadkiem połowu rekina młota, odszyfrowywania tajemniczych dokumentów i niebezpiecznych podróży. Towarzyszyłam roztrzepanemu Jakubowi Paganel, poczciwemu Glenarvanowi, dobrej lady Helenie, tytułowym dzieciom kapitana Granta z naciskiem na młodszego Roberta oraz reszcie towarzyszy i załogi, po drodze poznając nowych ludzi. Niekiedy czułam powiew morskiej bryzy na twarzy, kołysanie statków, słyszałam szum wody podczas powodzi i strzały z broni. Ważne, aby czuć się jak naoczny świadek wydarzeń. Nie zdarza mi się to często, więc kolejny punkt dla tej powieści.

Styl pisania, choć jak wiadomo troszeczkę przestarzały, czyta się bardzo przyjemnie. Osobiście bardzo lubię taką formę, gdyż tekst wydaje mi się bardziej dystyngowany i elegancki. Przeczytałam tę powieść bardzo szybko, wręcz ją pochłonęłam.

Fabuła jest sama w sobie bardzo ciekawa. Typowo przygodowa, mamy zwroty akcji, tempo nie jest mozolne i cały czas coś się dzieje. Znaczny na to wpływ ma niejaki Jakub Paganel i jego wyjątkowe roztargnienie. Naprawdę ogromne, otóż zamiast na statek,którym miał płynąć do Indii wsiadł na Duncana, którym Glenarvan wypływał na poszukiwania kapitana Granta w zupełnie przeciwną stronę. Został odkryty dosyć późno, gdyż spał bez przerwy kilkadziesiąt godzin. Zamiast hiszpańskiego nauczył się portugalskiego myśląc, że uczy się tego pierwszego. Nie są to jedyne przypadki jego gapiostwa, ale długo by wymieniać. Paganel jest geografem, bardzo pomaga naszym bohaterom, choć raz pomylił kontynenty, nie ma to znaczenia, reszta także zrobiła pomyłkę. Oh, Paganel to moja ulubiona postać. Zresztą wszystkie postacie są przyjemne. Takie... żywe, wiecie o co mi chodzi.

Polecam tę książkę fanom powieści przygodowych, ale i pasjonatom każdego innego gatunku. "Dzieci kapitana Granta" to książka kultowego już pisarza, Juliusza Verne. Jest lekka i przyjemna. Przy niej rzeczywistość staje się fikcją, a wydarzenia na kartach tej książki są rzeczywiste, jak jeszcze nigdy dotąd. Zainteresowani?

9/10
 


Książka została wydana pierwszy raz w 1867( jak twierdzi ciocia Wikipedia), więc bierze udział w wyzwaniu: