Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2016

Wypowadamy ich tak dużo - żadne nie jest potrzebne, czyli Bez Słów - Mia Sheridan




New Adult to gatunek, który naprawdę lubię. Jak większość nastolatek uwielbiam te przewidywalne i lekkie powieści. Zawsze, kiedy sięgam po pozycję tego typu, nie mam wielkich oczekiwań. Jednak raz na jakiś czas trafi się taka perełka jak ta, o której chcę Wam dziś opowiedzieć. Chociaż nie potrzeba słów, spróbuję sklecić coś sensownego.

Bree po traumatycznych przeżyciach postawia odpocząć i przenosi się na trochę do małego miasteczka. Próbuje zacząć wszystko od nowa w zupełnie nowym miejscu. Archer też nie miał łatwego życia. Agresywny ojciec, zabójstwo na jego oczach i wypadek, przez który został okaleczony. Po tych przejściach odseparował się od wszystkich. Pewnego dnia Bree rozdziera się reklamówka, kiedy wraca do domu z zakupami. Rzeczy pomaga jej pozbierać tajemniczy mężczyzna, który nie wypowiada ani jednego słowa. Od tej pory będą dla siebie lekiem na stare rany. Czy miłość może posklejać serca tych dwoje, rozdarte na tyle kawałków?

Idea jest naprawdę świetna. Bohaterowie dobrze wiedzą, co to znaczy prawdziwe i brutalne życie. Nie są idealni i mają wiele skaz, z których czytelnik zdaje sobie sprawę od początku. Dzięki temu, postaci nabierają realizmu. Do tego Archer – przystojny i dobrze zbudowany (magia new adult), ale skrzywdzony. Bree i Archer poznają się bez słów. Słowa. Właśnie. Po co to komu? Wypowiadamy ich codziennie tak dużo, a ta książka udowadnia, że żadne z nich nie jest potrzebne.

Senne, ciche miasteczko naszpikowane jest miłymi ludźmi, chętnymi do pomocy. Żeby jednak nie było tak łatwo, są też osoby, które wynajdują coraz to nowsze sposoby, aby rzucać kłody pod nogi głównym bohaterom. Czy uda się pokonać przeciwności, musicie przekonać się sami. Nie będzie łatwo.

Oczywiście styl pisania autorki, nie mógł być inny jak bardzo lekki i przyjemny. Wprawny, kunsztowny i pozwalający w stu procentach cieszyć się lekturą. Autorka z łatwością lawiruje między kontrastami, świetnie opisuje uczucia bohaterów. Fabuła jest przemyślana, chociaż niektóre elementy wydają się naciągane.

Nietolerancja, traumy i miłość – to wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w Bez słów. Jest kilka takich momentów, że serce zamiera. Mia Sheridan buduje napięcie i sprawia, że czytelnik aż wstrzymuje oddech. Kiedy tylko odkładałam książkę – a raczej ebooka – wykonywałam jak najszybciej obowiązki by wrócić do lektury. Kiedy tylko mówiłam sobie, że to ostatni rozdział działo się coś, co sprawiało, że nie mogłam skończyć w takim momencie. Bardzo ciężko było się oderwać, a kilkaset ostatnich stron przeczytałam na raz – napięcie było zbyt duże, by przerwać.

Zakończenie to wisienka na torcie – dzięki niemu ostatecznie zakochałam się w tej powieści. Ma charakter zamknięty, więc nie spodziewam się kontynuacji. I bardzo dobrze. Nie zrozumcie mnie źle, jestem zachwycona powieścią Mii Sheridan, ale ciąg dalszy zepsułby cały efekt. Już dobiegły mnie słuchy, że kolejna książka tej autorki już niedługo zostanie wydana – na pewno jej nie odpuszczę.

Bez słów to lektura wbrew pozorom dojrzała i bardzo emocjonalna. Nie należę do osób, które wzruszają się zbyt łatwo, ale nie raz łezka się w oku zakręciła. Nie zabrakło również humoru, dzięki któremu to wszystko nie było takie poważne. Bardzo ją polecam. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że wszystkim, jednak jest w niej coś, co pozwoli skraść serca wielu nastolatek, ale też młodych kobiet.
 



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

czwartek, 1 października 2015

To ja go zabiłam, czyli Wstyd - Rachel Van Dyken



Jeżeli ktoś śledzi mojego bloga już od dłuższego czasu, bardzo dobrze wie, że ostatnio byłam zachwycona pewną serią. Zaczęło się słabo, a potem było już tylko lepiej i lepiej... Rachel Van Dyken dokonała czegoś pięknego. Do każdej powieści z serii Zatraceni dodała masę emocji, oryginalność, swój uzależniający styl, świetnych bohaterów i wzruszające historie. Owa wspaniała seria niestety dobiegła końca - Wstyd trafił na półki księgarń. Zatraceni to seria, której części możemy czytać w dowolnej kolejności, acz polecam robić to według wydania by mieć lepszy obraz. Na Wstyd czekałam szczególnie, ponieważ: a) zakończenie Zatraconych b) zapowiadana była jako najmroczniejsza z cyklu. Zabrałam się za nią z ogromnym zapałem.

Był sobie Taylor. Taylor bardzo lubił bawić się ludźmi. Taylor bardzo lubił zamieniać w piekło życie pewnej dziewczyny. Taylor nie żyje. Po latach ta dziewczyna dostaje listy z pogróżkami. Później pojawia się mężczyzna, do którego ona nie czuje obrzydzenia. Potem wydaje jej się, że wszystko wraca do normy, że cienie przeszłości zostały za nią. Ale ten mężczyzna ma sekret. Potem wszystko zaczyna się sypać. To ona go zabiła. On teraz się na niej mści zza grobu.

Mój opis jest dość enigmatyczny, zupełnie jak ta książka. Nie myślcie, że zawiera jakieś elementy paranormalne. Jeśli zdecydujecie się ją przeczytać, zrozumiecie co miałam na myśli pisząc "zemsta zza grobu". Historia opowiadana jest z perspektywy dwóch osób - Lisy, która nie radzi sobie ze swoją mroczną przeszłością i Tristana, który ma pewną misję. Jednak to nie Tristan, Lisa czy jej przyjaciele najbardziej zaintrygowali mnie w tej powieści. Był to ktoś, kto już dawno nie żyje(?). Taylor. Psychopata? Chyba mogę go tak określić. Cierpiał na wiele chorób psychicznych, ale Lisa o tym nie wiedziała. Poznała go, pokochała i nawet nie zauważyła, że w pewnym momencie odebrał jej wszystko. Dosłownie.

Jak już pisałam to przy okazji opinii o wcześniejszych częściach Rachel Van Dyken ma świetny styl. Dzięki niemu czyta się szybko, bardzo przyjemnie i co najważniejsze lekko. I choć to powieść dla młodzieży to nie jest taka jak na pierwszy rzut oka. Podczas czytania nie uświadczysz tego, ale kiedy się nad tym zastanowisz, pojmiesz jak trudna jest to książka. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi mi tu o nudne, ciągnące się w nieskończoność ciężkie powieści. Jest to nadal Young Adult z powiewem lekkości, ale przemyca coś głębszego.

Wstyd podobał mi się ogromnie. Było w nim najwięcej dreszczyku i mroku. Przeszłość Lisy to okropność w każdym calu. Fabuła jest więc świetna. Kreacja bohaterów również wypadła pomyślnie. Lisa odkryła zupełnie inne oblicze. Wydawała się być kompletnie inna w poprzednich tomach i na tym polega żart. Bohaterowie którym poświęcone były pozostałe części nie stali się wcale mniej ważni. No dobrze, tyczy się to głownie Wesa oraz Gabe - przyjaciół Lisy, gdyż ich żony - odniosłam wrażenie - zostały w pewnych momentach do akcji wepchnięte siłą, aby pokazać, że autorka o nich pamięta. Wes i Gabe zajmowali ważne miejsca i nie ucierpieli. Autorka zachowała ich charaktery - ogień i woda. Wstyd to też w jakimś stopniu książka psychologiczna. Odkrywamy w niej oblicze chorego na umyśle człowieka oraz zastraszonej ofiary, na której piętno pozostało nawet kiedy zniknął oprawca. Jest to w końcu książka o uzdrowieniu. O wyzwoleniu od władzy demonów przeszłości. Nieprawdopodobna? Z pozoru. Autorka nadała wiarygodności całej historii, choć w gruncie rzeczy mało możliwe, aby coś takiego zdarzyło się w prawdziwym życiu. A może się mylę? Boże, broń. Żaden człowiek nie zasługuje na coś takiego.

Podsumowując: Wstyd podobał mi się ogromnie, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że od Pani van Dyken nie może wyjść nic innego. Przyznam, że nie jest to najlepsza powieść z serii. Na pierwszym miejscu zostaje Toxic (Gabe i jego historia), ale ta ma najlepszą okładkę. Oczywiście jak wiadomo ile ludzi tyle opinii, ale drugi tom jak dla mnie wygrywa.

Wstyd polecam głównie młodzieży, to właśnie im ta powieść spodoba się najbardziej. Bez wątpienia napisana z myślą o tej grupie wiekowej. Zacznijcie jednak od początku - choć nie trzeba, tak najlepiej można wpasować się w sytuację. Tak, polecam, zdecydowanie.

8/10








Za książkę dziękuję: