Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka literatury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka literatury. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2015

50 twarzy Juliana Sorela, czyli "Czerwone i czarne" - Stendhal



Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym klasykiem, odświeżonym przez wydawnictwo MG. Jak zawsze wydanie woła Czytelnika. Mój ulubiony papier i czcionka dodają uroku nawet najgorszej powieści. Być może to dlatego decyduję się recenzować klasyki literatury. Z reguły wychodzi mi to na dobre, bo klasykę trzeba znać i okazuje się nie taka straszna. Oczywiście są wyjątki, czyli książki, przez które nie sposób przebrnąć.

środa, 19 sierpnia 2015

Profesor Wilczur - Tadeusz Dołega-Mostkowicz



Recenzja zawiera spojlery do pierwszej części, czyli Znachora. Jeśli czytałeś tę książkę lub oglądałeś ekranizację, bez problemu możesz czytać dalej.

Recenzowałam pierwszą część, tj. Znachora w marcu tego roku, kiedy wydawnictwo MG w swoim cyklu wznawiania klasyków, postanowili odświeżyć także powieść Tadeusza Dołęgi-Mostkowicza. Kilka dni wcześniej ktoś polecał mi tę pozycję, więc skusiłam się na nią. Jak wynika z mojej recenzji, do której link podaję TUTAJ podobała mi się, nawet bardzo. Jak to było z kontynuacją?

Rafał Wilczur po odzyskaniu pamięci, przenosi się znowu do Warszawy. Wraca do swojej kliniki, ale zawistni ludzie próbują go z niej wygryźć. W wyniku nieszczęśliwego wypadku, Wilczur zostaje oskarżony o spowodowanie śmierci pacjenta i zmuszony do zapłacenia wysokiego odszkodowania. Po tym wraca na wieś, a u boku ma młodą lekarkę, Łucję, która niewątpliwie żywi do niego jakieś uczucia. Ale czy związek w wieku Wilczura ma rację bytu, zwłaszcza z tak młodą kobietą? Czy profesor odzyska poważanie? Zjedna sobie wrogów? Jakie perypetie czekają jego i Łucję na wsi? Czy wróci do Warszawy?

W przeciwieństwie do mojego pierwszego spotkania z tym autorem, kiedy styl nie przeszkadzał mi i przypadł do gustu, tym razem nie mogłam się wpasować i szło mi to z początku opornie. Potem już się przyzwyczaiłam i mogłam czerpać całkowitą przyjemność z czytania. Przyznam, że nie tak widziałam przyszłość Rafała Wilczura, który po wielkim powrocie powinien znaleźć żonę i żyć niedaleko odnalezionej kochającej córki i zięcia oraz znowu zbijać duże pieniądze na swojej pracy, bo nie można zaprzeczyć, że ma fach w rękach. Czytałam ją dość długo, ale w końcu myślę, że jest niezła. Nie wybitna, ale dobra. Zdecydowanie gorsza niż pierwsza część, ale nie znacznie.

Nie mam tej powieści nic do zarzucenia. To że nie jest tak dobra jak pierwsza część, nie znaczy, że sama książka jest kiepska. Co ważniejsze dotyczące głównego bohatera wspomniałam już przy okazji opinii o pierwszej części, więc jeśli nie czytaliście jej, to zapraszam, ponieważ wiele co się tyczy Znachora jest kontynuowane w Profesorze Wilczurze. W tej powieści pojawiają się nowi bohaterowie, a kilku, których już znamy powierzchownie, poznamy bliżej. Jest to o tyle ciekawe, że wyraźnie widać, jak pozory mylą. Subiektywnym minusem są dwie rzeczy, a mianowicie postać Łucji, która mnie irytowała oraz zakończenie, przez które czuję niezdrowy niedosyt.

Profesor Wilczur mnie nie powalił. Jest nieco gorszy od poprzednika i jednocześnie dłuższa. Już tradycyjnie, gdyż mówię o tym zawsze przy książkach wydawnictwa MG, wydanie jest prześliczne i co najważniejsze, pasujące do pierwszej części. Ogólnie okładki obu tomów przypadły mi do gustu nie wspominając po raz enty o moim ulubionym papierze i czcionce. Mimo wszystko sądzę, że warto było przeczytać tę powieść i nie zraziła mnie do kolejnych pozycji tego autora. Jedna z nich już nawet czeka na półce :)




Za książkę dziękuję wydawnictwu:

środa, 18 marca 2015

Znachor - Tadeusz Dołęga - Mostkowicz [premierowo]



Jestem świeżo po lekturze i powiadam - tę powieść trzeba przeżyć.

Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania "Znachora" zgodziłam się natychmiast, chciałam to zrobić jak najszybciej. Byłam zaintrygowana tą pozycją, ponieważ kilka dni wcześniej ktoś bardzo mi ją polecał. Wyczekiwałam jej z niecierpliwością, a moja ciekawość wzrosła wraz z pierwszym rzutem oka. Typowo dla wydawnictwa MG wydanie jest przepiękne, okładka jak i moja ulubiona czcionka, którą często raczy nas to wydawnictwo w swojej serii klasyków - wszystko na swoim miejscu, a grafika wyśmienicie ukazuje fabułę. W tym miejscy docieramy do sedna, czyli tego co jest w powieści. Moje oczekiwania nie zostały zawiedzione.

Wraz z pierwszym zdaniem kiwnęłam głową z uznaniem. Potem wszelkie bodźce zniknęły, wsiąknęłam w tekst stając się częścią obrazu. Od razu muszę docenić głównego bohatera, Profesora Rafała Wilczura. Jest świetnie wykreowany, przechodzi wiele przemian wewnętrznych jak i zewnętrznych, rozwija się cały czas. Jest wybitnym chirurgiem, ma sławę, pieniądze, śliczną córeczkę i żonę, którą bardzo kocha. Co łączy Profesora Wilczura, zamożnego i eleganckiego lekarza i Antoniego Kosibę, który nie ma nic i tuła się po świecie w końcu trafiając na posadę wiejskiego znachora? Tutaj niespodzianka. To ta sama osoba, a w obu wersjach budzi sympatię swoim usposobieniem i empatią.

Po odejściu żony i tym samym utracie swojej córeczki, profesor ulega wypadkowi podczas próby rabunku. Kiedy się budzi nie ma pojęcia kim jest, jak się nazywa, skąd się tam znalazł i dlaczego stracił pamięć. Zmuszony jest wędrować od wioski do wioski bez przeszłości i dokumentów trudniąc się różnorakimi pracami. W końcu kradnie dokumenty, automatycznie stając się Antonim Kosibą. Z tym nazwiskiem trafia do pewnej wioski, znajduje tam pracę i żyje mu się dobrze. Poznaje kalekiego chłopaka, na którym przeprowadza udaną operację. Od tej pory sława Antoniego Kosiby jako znakomitego Znachora rośnie. Przeszkadza mu tylko miejscowy, zawistny lekarz, który grozi mu sądem za nielegalne praktyki.

Fabuła jest bardzo interesująca, język choć nie współczesny płynie i czyta się go szybko. Dzięki tym czynnikom powieść staje się bardzo przyjemna. Ponoć Tadeusz Dołęgi - Mostkowicz jet mistrzem ciekawych fabuł, a po tej lekturze jestem w stanie w to uwierzyć.

"Znachor" to mądra książka o ludzkim cierpieniu, ludzkiej dobroci i miłości. Są w niej zawarte duże wartości.W książce także przedstawione życie ludności wiejskiej w ówczesnym okresie. Zachowania, zwyczaje, mentalność. Dla kontrastu mamy także rodzinę z wyższych sfer. Przedstawia bardzo smutną i trudną historię, ale z wielkim przesłaniem i pozytywnym nastawieniem w tle, nie przeszkadza to w przyjemności czytania, bo o ile temat jest trochę trudny, to jak przedstawił go autor jest niebywale lekki.

Wiecznie żywa i ponadczasowa historia, która jeżeli zostałaby wydana teraz spotkałaby się z falą krytyki. "Znachor" to wprost bajka. Jest w niej wszystko co w dobrej bajce być powinno - kryształowo szlachetni ale i do szpiku kości zepsuci bohaterowie, zakazana miłość bogatego panicza do ubogiej dziewczyny, tragedia, cierpienie, a na koniec triumf sprawiedliwości. Chwyta za serce. Polecam tym, którzy lubią uronić łzę przy czytaniu.Polecam wszystkim.
Dzisiaj mamy premierę wznowionego wydania. Sięgniecie po nie?

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu MG
 






Książka została wydana pierwszy raz w 1937, więc bierze udział w wyzwaniu: