Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

Ochy, achy i inne jęki, czyli "Łowcy Potworów. Amulet" Karolina Cielas



Gdyby nie fakt, że autorka napisała tę książkę w wieku 13 lat i byłam ciekawa jak to wyszło, zapewne nigdy bym po nią nie sięgnęła. Opis jest oklepany i nie wnosi nic nowego. Do tego p o l k a próbuje stworzyć coś na kształt zagranicznych paranormali, a zazwyczaj nie wychodzi to najlepiej. Jak było tym razem?

Pewnego dnia Rose wybiera się sama do lasu na spacer. Skręca kostkę i nie może się ruszać. Zapada zmrok, nikt jej nie słyszy i nie ma komórki. Dziewczynę znajduje Ryan, który pomaga jej przez następne kilka tygodni. Rose jeszcze nie wie, kim jest Ryan. I kim jest ona sama. Po tym wypadku wokół Rose zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Wkrótce dowiaduje się, że będzie uczęszczać do Akademii Magi. Po drodze wpada w kłopoty, poznaje wiele osób, z naciskiem na jedną z nich i musi uratować kilka istnień. Wzloty, upadki, miłość, przyjaźń i... pierścionek?

Fabuła choć nie przesadnie oryginalna, ma w sobie jakąś świeżość i... niepowtarzalność? Jest bardzo autentyczna, dzięki czemu zatapiam się w ten magiczny świat. Nie jest przesadnie króciutka, ani też nie zbyt długa, ale w obliczu wspaniałości tej powieści, żadna ilość stron by mnie nie zadowoliła. Mam ogromną nadzieję, że druga część będzie tak samo dobra, albo nawet lepsza, dłuższa i zostanie szybko wydana, bo nie wiem ile wytrzymam bez dalszego ciągu tej opowieści. Nie mam pojęcia nawet, czy zdołam nakreślić jakąś recenzję. Naprawdę, jest to chyba jedna z najtrudniejszych jakie było dane mi napisać. Dlaczego? Bo chciałabym oddać moje emocje po lekturze tej książki, ale chyba nie znajdę słów na to, jak bardzo mi się podobała i jak koniecznie musicie po nią sięgnąć.

Pierwsze strony to nie było nic szczególnego, ale autorka skutecznie oczarowała mnie swoim stylem pisania. Potem poszło już z górki. Akcja zaczęła się coraz bardziej rozwijać, pojawiało się coraz więcej nowych, tak samo wspaniałych bohaterów. Wiadomo, że najpierw trzeba było nakreślić cały świat przedstawiony i wszystkie reguły panujące w wymiarze, którego kreacji podjęła się Karolina Cielas. Każdy element wypadł znakomicie. Fabuła - bezbłędna, bohaterowie - szał!, styl - lubię, a raczej uwielbiam i to bardzo. Od strony technicznej autorka nie ustrzegła się kilku błędów, których nie mam zamiaru wytykać, gdyż po pierwsze nie są one istotne, a po drugie było ich zaskakująco niewiele. Czyta się niesamowicie szybko, nie można się oderwać mimo szczerych chęci, przeżywa się wszystko wraz z bohaterami. Od początku czułam fizycznie i psychicznie to co działo się na kartach tej powieści, więc kiedy pod koniec miało wydarzenie makabrycznie smutne, rozbiło mnie na tysiące małych kawałeczków. Między innymi dlatego nie mogłam nic napisać o tej powieści przez kilka dni po jej skończeniu, a i teraz nie jest mi łatwo. Nadal siedzi w mojej głowie i chyba zostanie tam naprawdę długo i pomoże przetrwać czas do następnej części. Bo ma ponoć być. Musi, nie ma innej opcji. Zastanawiam się czy nie przeczytać jej jeszcze raz. Pewnie zrobiłabym to od razu po skończeniu, ale mam dużo zaległości. Co mogę jeszcze napisać? Książka jest świetna i naprawdę warto ją przeczytać. Pożarłam w okamgnieniu i nie ma ani trochę dość.

Wychwaliłam tę książkę pod niebiosa, ale niestety nie mogę polecić jej każdemu. Jest od młodzieży, zdecydowanie dla młodzieży i o młodzieży. Nie spodoba się bardzo wymagającym czytelnikom, ani też starszym. Jest przeznaczona dla pewnej grupy wiekowej i dla niej jest świetna. I dobrze. Tak powinno być.

Zobaczyłabym ekranizację, ale lepiej amerykańską niż polską. Wiecie, mnóstwo efektów specjalnych i świetni aktorzy. Chociaż nie jestem pewna czy ktokolwiek odpowiadałby mi pod role postaci występujących w tej książce. No, chyba, że sama układałabym obsadę i to między narodową. I byłabym Rose.

10/10 (tak, wiem, dawno tu nie było czegoś tak wysokiego)




Za książkę dziękuję:

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Osiem niebanalnych ludzkich historii, czyli "Porcelanowe Portrety" - Justyna Towarek [przedpremierowo]

Dostałam tę pozycję wczoraj (piszę to 10 kwietnia), tego samego dnia skończyłam czytać. Jest to bardzo króciutka książeczka. Składa się z opowiadań, choć jej długość sugeruje, że całość to jedno opowiadanie. Po części tak jest. Żadne z opowieści na pierwszy rzut oka nie łączy się ze sobą, różni się głównymi bohaterami i miejscem akcji, ale jest coś co je łączy. Każde z opowiadań ma w sobie wątek szaleństwa, w dosyć negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie wiem co dzieje się w głowie autorki, ale chętnie przeczytałabym jej dalsze myśli przelane na papier, bo tematyka tych opowiadań sugeruje, że jest to szalona kobieta (tym razem w pozytywnym znaczeniu).


Prawie każde jest materiałem na niezły thriller psychologiczny (z jednym wyjątkiem), ale te opowiadani to tylko mały ułamek. Znacie ten moment, kiedy autor pisze o postaci by dać nam jej zarys, opisuje wygląd, charakter i parę wydarzeń z przeszłości, które go zmieniły lub sprawiły, że jest tam, gdzie się znajduje? Te opowiadania takimi właśnie były.


Primabalerin(k)a
Amelia marzy o zostaniu primabaleriną, niestety pozostają jej tylko marzenia. Marzyła bezustannie, zawsze i wszędzie. Nie lubi swojego wyglądu, ale nie ma kompleksów, patrzy tylko realnym okiem.
Mam egzemplarz przed korektą, więc to może się jeszcze zmienić, ale nie mogę przemilczeń tego, co w tekście najbardziej mnie irytowały. Cudzysłowie tam, gdzie są kompletnie niepotrzebne i od czapy. Jest to z pewnością najgorsze opowiadanie, ale mimo to nie zniechęca, na szczęście jest króciutkie. Nic więcej nie mogę powiedzieć, na tym moje odczuci się skończyły.


"Lalki" Amandy
Amanda kolekcjonuje lalki od dziecka. Uwielbiała je zawsze. Najpierw mamy opis jej losów, gdy obsesja się zaczynała, czyli w jej najmłodszych latach. Potem autorka przedstawia Amelię już dorosłą; piękną i tajemniczą, nadal wielbiącą lalki. Teraz jednak, jej pasja przybrała kompletnie inną postać - mrożącą krew w żyłach. A swoją tajemnicę skrywa na strychu...
To opowiadanie jest z kolei najlepsze. Ogólnie pomysł jak i wykonanie są świetne. Jestem ciekawa kontynuacji i dokładniejszego opisu wydarzeń. Mam nadzieję, że pani Towarek kiedyś się o to pokusi. W tą historię wciągnęłam się najbardziej, a tajemnica Amelii skrywana przed ludzkimi oczami na długo pozostanie w mojej pamięci.


(Nie)spokojny umysł
Kornel to w zasadzie przeciętny z wyglądu mężczyzna, tylko jego oczy błyszczały w dziwny sposób. Po Poznaniu krążą o nim niesamowite historie, przerażające. Mieszkańcy tego miasta bali się go, ale niewątpliwie lubili - jego zachowania i humory zmieniały się bowiem jak w kalejdoskopie. W końcu zasugerowali jego matce, aby udała się z nim do specjalisty. Co było dalej, musicie dowiedzieć się sami, a wydarzenia układają się zaiste osobliwie.
Kornel mimo, że nie z najlepszego opowiadania, został moją ulubioną postacią. Został wykreowany w na tyle przyjemny sposób, że nawet ze swoją dziwną osobowością, wzbudził moją dozgonną sympatię. To opowiadanie także jest niezwykle ciekawe, najlepsze po " "Lalki" Amelii"


Aleksander
To opowiadanie powinni ominąć ludzie zwani homofobami, nie potrzeba nikomu nieuzasadnionych "hejtów". Lidka jest inna, czuje inaczej. Nie interesują jej mężczyźni, woli kobiety, ale nie kocha jak kobieta kobietę, a jak mężczyzna kobietę. Dla Lidki jej ciało jest okropne, wolałaby mieć całkowicie inną budowę ciała. W końcu pada diagnoza... transwestyta. Ale co dalej?
Jest to temat dosyć kontrowersyjny. Jestem bardzo tolerancyjną osobą, nie mam nic przeciwko gejom, lesbijką, różnym poglądom religijnym i na każdy inny temat. Mimo wszystko, raczej nie mogłabym udawać, że wszystko jest w porządku w towarzystwie transwestyty. Na pewno nie chciałabym spotkać takiej osoby, nie wiedziałabym jak się zachować. Towarek świetnie opisuje przeżycia wewnętrzne Lidki, to jak od dzieciństwa zdradzała symptomy "inności". Jest to bardzo prawdziwe, w łagodny sposób przybliża nam sytuację transwestytów, ale nic nie poradzę na to, że czułam delikatny niesmak.


Porcelanowe portrety
Starsza pani przychodzi na cmentarz. Odwiedza parę grobów, gdzie leżą bliscy jej kiedyś ludzie, lub wręcz przeciwnie. Ewentualnie coś pomiędzy... Poznajemy kilka urywków z życia owej kobiety, historie jej miłości bardziej lub mniej udanych i ich kresy.
To opowiadanie ukazuje istotę przemijania, pokazuje wiele emocji, które mimo upływu lat nie blakną, wiele strat, miłości i nienawiści. Jest na pewno mądre, a przy tym przyjemne.


Wielki świat
Edward jest bardzo dobrym prawnikiem, potrafi całkowicie wybronić swojego klienta nawet jeśli jest winny. Ma jeden problem, dosyć duży, choć może nie jest to najlepsze słowo. Edward jest karłem.
Karzeł, to złe określenie. Nie jest miłe, kiedy ktoś tak o tobie mówi, nawet jeżeli jest to w jakiś sposób uzasadnione. Ci chorzy ludzie często dostają role jako krasnoludy, co dla niektórych z nich jest niesmaczne. Pokrzywdzeni w ten sposób, są bardzo narażeni na docinki. Autorka  przedstawia nam, że wystarczy zignorować zdanie innych, by osiągnąć sukces. Ciężką pracą zdobędziesz wszystko, a druga połowa duszy znajdzie się zawsze, bez względu na sytuację.


Serce za szkłem
Tym razem Justyna Towarek oprowadza nas po siedmiu grzechach głównych, na przykładzie gości na stypie. Przedstawia nam smutne, ale prawdziwe, niekiedy bardzo autentyczne sytuacje życiowe.
To opowiadanie mimo, że dobre, nie wywarło na mnie zbyt dużego wrażenia. Ot, historyjka do poduszki. Ostatnie zdanie pozostaje dla mnie zagadką, będę musiała się nad nim głowić.


Kolejka elektryczna
Chłopiec dostaje kolejkę elektryczną, jego mama obiecała pomóc mu w jej układaniu. Po chwili czekania, wychodzi jej poszukać. Zastaje ją w ogrodzie, huśtającą się. W dziwny sposób...
Ostatnie opowiadanie mówi o dramacie rodzinnym. Zaczyna się od niesamowitego opisu kolejki elektrycznej, a kończy tragicznie. Dopiero na ostatniej stronie okazuje się co było powodem dramatu. Bardzo żal mi tego chłopca. Jest zbyt mały by zrozumieć... Ach, biedactwo...


Całość czyta się przyjemnie i szybko. Chłonie się każdą stronę. "Porcelanowe portrety" to pierwsze spotkanie z opowiadaniami (a przynajmniej to wydane) Justyny Towarek, niewątpliwie udane . Autorka nie uniknęła małych potknięć, ale przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo do drobnych pomyłek. Mam nadzieję, że niebawem autorka wydana następną książkę, na pewno bym ją przeczytała.

 Opowiadania utrzymane są w aurze tajemniczości, może ze szczyptą grozy. Poruszają trudne tematy, ale ukazują je w prosty sposób. Antologia ta bardzo wciąga, choćby nie wiem co, czytelnik jest zmuszony czytać do końca. Z całą pewnością wrócę jeszcze do tych opowiadań nie raz, zwłaszcza " "Lalki" Amandy" i cudownego Kornela :)
8/10







Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Novae Res



środa, 25 marca 2015

Co wyjdzie, gdy przyjedzie australijski Polak? Popełni TO, czyli "Sędzia od świętego Jerzego" - Michael Tequila

Jaki autor - taka książka. Wychodzę z założenia, że w każdej książce jest cząstka człowieka, który ją napisał. Michael Tequila jest człowiekiem przemiłym i przesympatycznym. Barwna postać, wystarczy wejść na jego stronę internetową TELEPORTACJA DO MICHAELA TEQUILA. Co nie często się zdarza, autor napisał recenzję swojej powieści. Nie jest tak jak myślcie, że oczywiście wychwalał ją pod niebiosa, zachęcał, wręcz zmuszał każdego do jej przeczytania, wypowiedział się na jej temat niczego nikomu nie zarzucając ODRZUTOWIEC DO RECENZJI AUTORA. Jak pisarz napisał: "Moim pragnieniem było napisać powieść, którą dobrze się czyta, nie tylko z racji żywej akcji i ciekawej fabuły, niewątpliwie wielkich zalet każdego dobrego utworu literackiego, ale z uwagi również na staranną formę przekazu, styl i język. Starałem się sprostać tym wymaganiom. Jak mi się to udało, ocenią Czytelnicy." Od razu Wam powiem. Udało się to. Częściowo, ale jednak.



Polityką nie interesuję się w ogóle, wydaje mi się to nudne. Może i takie jest, ale na pewno nie w "Sędzi od świętego Jerzego". Obawiałam się politycznego żargonu, którym na całe szczęście nie zostałam uraczona. Powieść spodobała mi się od początku, kiedy to trójka nieznajomych przyłącza się do dyskusji o sytuacji politycznej w kraju głównego bohatera ze znajomymi. Niby nic, ale jeden z mężczyzn, Chudy, sprawia wrażenia... nieprzyjemnego mówiąc delikatnie, a cała grupa ma dosyć radykalne poglądy, co nie kończy się najlepiej dla Sędziego. Z jednej strony mamy losy Orlando, a z drugiej premiera Słabosilnego i innych polityków, którzy postanowili zmierzyć się w Igrzyskach Partii i Organizacji Politycznych. Losy tych bohaterów niejako się łączą. Orlando jest zawodowym sędzią sportowym, a wyniku różnych zawirowań, zmuszony jest objąć stanowisko głównego sędziego igrzysk. Ale co będzie dalej? I jakie wydarzenia zmuszają Sędziego do objęcia wyżej wspomnianego stanowiska? I co w ogóle chodzi z tymi igrzyskami?

Orlando, od szkolnych czasów zwany Sędzią, wrócił do Polski po dłuższej emigracji. Ma oryginalne poglądy polityczne, odmienne niż większość obywateli, z którego to tytułu ma nieprzyjemności. Podobało mi się w nim to, że ma charakter i nie jest bezbarwny.

Politycy byli tu ukazani jako ludzie, nie urzędnicy. Nienawidzili i kochali. Ludzki obraz polityka istnieje, choć nie jest ukazywany w mediach, które czekają tylko na sensację, wyrywając dwuznaczne zdania z kontekstu i przekręcając fakty.

Lekkość pióra - ta myśl tłucze się w mojej głowie, domagając się wystukania na klawiaturze. Wyczuwalny kunszt dodatkowo umila lekturę, aczkolwiek jest to niepełne. Niektóre fragmenty, były dopracowane, jakby przypływ natchnienia, a inne były zawiłe i niedopracowane, gubiłam się w nich niby uderzenie zniechęcenia. Momentami czułam się, jakbym czytała niepełny tekst, jakby ktoś zatrzymał film i uruchomił po kilku scenach.

Postaci nienaturalnie wypowiadały swoje myśli, przez co sceny wydawały się sztuczne, plastikowe. Odniosłam wrażenie, jakby ktoś połączył dwie książki opowiadające o tym samym, ale jedna część była stworzona przez doświadczonego pisarza jako świetna powieść, a druga przez początkującego autora. Realizm i plastikowa fikcja - no, niestety.

Na razie wymieniłam same wady, mogliście odnieść wrażenie, że nie podobała mi się - wręcz przeciwnie. Mimo wad "Sędzi od świętego Jerzego" trafi na łatwo dostępne miejsce na półce, by łatwo się do niej dostać, bo mam zamiar do niej wrócić. Subiektywnie, jest to bardzo przyjemna i wciągająca lektura. Kiedy się za nią zabrałam, pochłonęłam za jednym zamachem. Muszę także wspomnieć o ważnym detalu - dialogi. Bardzo mi się podobały, ale nie mniej podobały mi się także opisy, ukazane ciekawie i nie nudno

Wszędzie, gdzie widzę słowo "polityka" to pozycja po którą na pewno nie sięgnę. Mimo to, Michael Tequila sprawił, że książka której temat nie bardzo mi leży, trzymam się od niej z daleka i nie jest w moim typie podobała mi się, nawet bardzo. Dlaczego więc zdecydowałam się przeczytać tę pozycję? Nie mam pojęcia, ale cieszę się, że to zrobiłam.

Zakończenie - no nie! Tutaj autor wprost powalił mnie na łopatki. Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam. Panie Tequila, jeżeli to czytasz wiedz, że chcę drugą część! Zemsta uda się Szczerbatemu? I co zrobi prezydent w sprawie Sędziego? Muszę wiedzieć!

"Sędzia od świętego Jerzego" ma wady, ale jeszcze więcej zalet. Wciąga, przyjemnie się ją czyta. Jest króciutka, ale dzieje się! Chętnie przeczytałabym jeszcze coś tego autora (oczywiście oprócz drugiej części książki, której recenzje czytacie), a niestety jego inna powieść jest dostępna tylko w formie ebooka, których ja nie czytuję.


 Ps.A wiecie, że Michael Tequila pisze także wiersze? Jego dwa tomiki dostępne są w formie elektronicznej. Wszystkie księgarnie, gdzie można zakupić wiersze jak i obie powieści powyższego autora znajdziecie w zakładce na jego stronie internetowej, podanej powyżej.
Ciekawa okładka, prawda?


Muszę się pochwalić dedykacją ^^
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi - Michaelowi Tequili
6,5/10

niedziela, 22 marca 2015

Gra o życie




Głównym bohaterem "Gry o życie" jest Sergiusz. Jego imię wprost mnie urzekło. Sztampowy przykład homo ludens (nie szukajcie w pamięci, nie było takiej ery rozwoju ludzkości) jest specjalistą w grach typu singleplayer. W rzeczywistości zwykły, niczym niewyróżniający się uczeń gimnazjum, który wykonuje swoje obowiązki jak najpobieżniej, aby jak najszybciej pograć w gry komputerowe. Jest to wręcz uzależnienie. W wirtualnym świecie przeczesuje cały teren, aby niczego nie przegapić, pokonuje w walkach najstraszniejsze potwory i potrafi ustrzelić skrzydło muchy ze znacznej odległości. A co by było, gdyby nie miał tych żyć. Gdyby nie wystarczyło zresetować wyniku, by odzyskać życie? Gdyby zagrożenie stało się realne, namacalne? Czy umiejętności nabyte podczas godzin przed komputerem przydadzą się w ostatecznej grze o życie?


Na początku pomyślałam sobie, że to nie będzie nic dobrego. Pierwsze strony brzmiały jak wypracowanie dwunastolatka z pewnymi zadatkami. Czytałam, czytałam. Mimo, że z początki irytował mnie sposób pisania. Wymęczyłam ten początek, a wraz z biegiem stron, autor się rozpędzał, jakby z każdym rozdziałem nabierał coraz większej wprawy. W pewnym momencie, stało się to naprawdę dobre.

Co do fabuły - nie mam większych zastrzeżeń. Może nie jest całkiem dopracowana, nawet nie specjalnie ambitna, ale ciekawa. Delikatnie porusza temat uzależnienia od gier komputerowych. Nie jest to temat główny, ale namacalny. Akcja z początku biegnie wolno, ale nie trzeba długo, by zaczęła się rozkręcać. Dużo się dzieje, ale mamy chwile wytchnienia i nie plątamy się w fabule.Niekiedy było wręcz lakonicznie, aczkolwiek nie jest to duża wada. Widać, że autor chciał pokombinować, czasem może nawet zbyt przekombinował lub nie przemyślał do końca pewnych spraw.


Główny bohater - Sergiusz Kubów, którego imię (jak wyżej wspomniałam) uwielbiam, nie jest idealnie wykreowany, ale mamy jego wyraźny obraz zewnętrzny jak i wewnętrzny oraz przemian w nim zachodzących. Właściwie to nie ma tu zbyt dużo postaci, wydarzenia skupiają się na Sergiuszu, aczkolwiek nie tylko i wyłącznie.

Nie przedłużając, wspomnę jeszcze tylko króciutko o zakończeniu. Było poprawne, ale spodziewałam się czegoś innego. Jakiegoś "wow", wisienki na torcie, która wybaczyłaby wszelkie niedogodności. Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam, ale nie tego oczekiwałam.

Podsumowując: jest to debiut słodko - gorzki, ma wiele wad, ale ma też zalety. Sam zamysł jest ciekawy, sposób realizacji - no, cóż, różnie to bywało. Do szczegółów na pewno nie była przywiązywana duża uwaga, ale można to wybaczyć. Zakończenie nie powala, ale nie jest całkiem zepsute. Mogę polecić tę książkę, ale nie każdemu. Jest to niezbyt wymagająca lektura dla młodzieży, stareotypowo dla chłopaków, bo o grach komputerowych, ale ja jestem dziewczyną i podobało mi się. Arcydzieło, czy literatura wysokich lotów nigdy to nie będzie, aczkolwiek jest do przyjęcia i na szczęście nie zmarnowałam na nią czasu. Dziękuję za uwagę.

5/10
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Novae Res


środa, 25 lutego 2015

Wynalazca szczęścia [PRZEDPREMIEROWO]



Wynalazca szczęścia - jeszcze nie znajdziecie jej na półkach księgarni, wątpliwe nawet, abyście zobaczyli ją w zapowiedziach. To wszystko za jakiś czas, ale już dzisiaj powiem Wam, czy warto zawracać sobie nią głowę.

Novae Res nie życzy sobie publikowania opisu przed ukazaniem się w zapowiedziach, nie wiem czy to samo tyczy się mojego autorskiego opisu, ponieważ nie dostałam odpowiedzi na mojego maila, ale wolę nie ryzykować, natomiast, aby dać Wam choć zarys fabuły powiem trochę nie składnie, niedokładnie, może chaotycznie: lektura filozoficzna, gdzie poruszane są bardzo niecodzienne pytania, ale z perspektywy dziecka. Może nie wiele Wam to powie, ale zawsze. Może nie ukazuje istoty tej powieści. Od razu zaznaczam, że z nieznanych mi powodów trudni napisać mi tą recenzję, więc nie czepiajcie się :D



Pierwsze co wywarło na mnie duże wrażenie to sposób przedstawienia umysłu dziecka. Myślicie, że dzieci nic nie wiedzą? Przeciwnie, widzą i słyszą więcej niż wszystkim się wydaje. Ta powieść ukazuje rozumowanie filozofa, który wie.Wie mimo, że jest dzieckiem. Powieść ta porusza bardzo trudne tematy, nurtujące ludzkość od zarania dziejów. Gdzieś tam głęboko w głowie kołatała mi się myśl, że nie dam rady z tą książką. Na pierwszy rzut oka, jest przecież niesamowicie nudna, ale z jakiegoś powodu skusiłam się na nią.

Zaskoczyło mnie, że czytałam tę książkę z autentyczną przyjemnością. Autor lawiruje na granicy trudnych tematów, a tym, aby nie zasnąć po kilku stronach. Czyta się lekko, ale nie pomyślcie, że całość jest lekka. O nie. To powieść trudna, ale i dobra, z początku nie wiedziałam jak ją ugryźć, a w pewnych momentach byłam naprawdę znudzona. Nie cały czas, aczkolwiek nie mogę pominąć tego faktu.

Z racji, że otrzymałam egzemplarz przedpremierowy przed korektą, powinnam coś napomknąć na temat okładki czy błędów w treści, których praktycznie nie ma. Na temat okładki powiem tylko tyle, że nie za bardzo mi się podoba, ale nie wiem jak to będzie wyglądało po premierze. Nie pokażę Wam okładki, ponieważ wydawnictwo nie życzy sobie tego przez ukazaniem się książki w zapowiedziach, to samo tyczy się opisu, ale sam wydrukowany tytuł w środku chyba mogę pokazać.

Ta książka nie jest bez wad. Jest pouczająca. Nie zawsze czyta się ją z przyjemnością. Z reguły. Mimo wszystko, podobała mi się i mogę ją polecić, aczkolwiek nie spodoba się każdemu. Jest to ciekawie ukazany trudny temat, pozbawiony irytującego, bezsensownego bełkotu.
 
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Novae Res

sobota, 9 sierpnia 2014

Wyeliminować! Czyli powieść o Tobie



Wyobraź sobie, że po dwudziestu latach lojalnej współpracy z firmą farmaceutyczną z dnia na dzień dostajesz wypowiedzenie, a twój najlepszy przyjaciel zajmuje twoje dotychczasowe stanowisko. Co zrobisz? Jaki będzie twój ruch? Przełkniesz gorzką pigułkę czy poszukasz zemsty?Wierz mi, zemsta będzie lepszym rozwiązaniem. Jak zatem dopaść twojego dawnego przyjaciela, panią prezes, a najlepiej wszystkich mających związek z twoim zwolnieniem? Jesteś dokładny, metodyczny i masz duże szanse na sukces. Jak tu nie spróbować? Ale strzeż się! Musisz ich wyeliminować, zanim ktoś wyeliminuje ciebie!




Opis i okładka bardzo zachęcają. Sięgnęłam po tę książkę z wielką nadzieją. Pierwszym minusem był format. Malutka książeczka, połowa zeszytu A5. Mała czcionka z dużymi marginesami. Na dodatek króciutka, niecałe 160 stron. Kiedy przyszła, to myślałam, że się pomylili. Taki obiecujący opis zrealizować na tak małej powierzchni? Wtedy już wiedziałam, że nie będzie to miła lektura.

Autor używa drugiej osoby, zwracając się do czytelnika. Czytelnik występuje w roli głównego bohatera. Byłoby to obiecujące, ale tym samym jesteśmy zmuszeni do roli głupiego psychopaty. Poza tym autor za bardzo puścił wodze fantazji. Na polskie realia jest to niemożliwe. Coś takiego to ostatecznie w Nowym Yorku czy tym podobnych miastach, ale nie w Polsce. Ludzie, no błagam. Ta książka kompletnie wytrąciła mnie z równowagi. Jest bezmyślna, a autor gubi się w narracji i niekiedy w fabule. Za dużo szczegółów dotyczących jedzenia, a za mało szczegółów reszty. Nie wiemy jak wyglądają bohaterowie ani otoczenie. Nie ma żadnych opisów dotyczących tego co dzieje się w okół.

Chciałam, żeby ta książka tylko się skończyła. Jest tak króciutka,a ja po dziesięciu stronach chciałam rzucić ją w kąt. Zakończenie było tak przewidywalne, że brak mi słów. Prawda, dużo się dzieje, a akcja pędzi, ale mówię stanowcze NIE. Autor nieudolnie wplótł opis rozkładających się zwłok i szkieletów, chcąc zapewne naśladować Kinga lud innego pisarza horrorów, ale to było raczej śmieszne niż straszne.

Nie polecam jej nikomu. Jest tyle dobrych książek na świecie, że takie gnioty możecie sobie odpuścić. W debiutach młodych pisarzy wybaczam wiele, ale to już przesada. Dziękuję za uwagę.
Za możliwość przeczytanie tej książki dziękuję wydawnictwu Novae Res