Dziesięciorgu ludzi zostaje zaproszonych na Wyspę Żołnierzyków jako gości państwa Owen - domniemanych właścicieli wyspy. Właściwie żadne z nich nie wie, czy zna te osoby czy może nie, ale przedstawiają one w swoich listach dowody mogące świadczyć o tym, że rzeczywiście się znają. Kiedy docierają na miejsce, państwa Owen nie zastają, na wyspie jest tylko małżeństwo służących. Wszyscy są zaskoczeni, że przyjechało tyle osób - w dodatku nie znajomych. Już pierwszego dnia zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Pierwszy trup, znikające ze stołu figurki i wierszyk - jego zwrotka jest łudząco podobna do sposobu śmierci pierwszego człowieka. Potem jest jeszcze dziwniej, niebezpieczniej i straszniej. Najgorsze jest to, że można się wydostać z tej bezludnej wyspy.
Kilka dni temu recenzowałam klasykę SF - "Planetę Małp". Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym klasykiem, tym razem kryminału. Chyba nie trudno się domyślić o kogo chodzi - Agatha Christie. Z jej dorobku wybrałam jedną z pozycji - "I nie było już nikogo" znaną także jako "Dziesięć murzyniątek". Nie znałam wcześniej tej autorki - choć niejednokrotnie chciałam to zmienić, zawsze znajdowało się coś innego do zakupienia. Tym razem, kiedy odwiedziłam Empik po raz trzeci w ciągu trwającej promocji, pomyślałam, że skoro tyle zaoszczędziłam na pozostałych książkach to nic się nie stanie jeżeli w końcu kupię coś Agathy Christie. Zapewne nawet bym o tym nie pomyślała, gdyby nie to,że dzień wcześniej przyjaciółka radziła mi pod groźbą "focha", żebym koniecznie poznała tę autorkę. Chwyciłam więc pierwszą z brzegu książkę nie czytając uprzednio nawet opisu - i oto jest! Teraz jestem zawiedziona - dlaczego wcześniej nie zaczęłam czytać tej autorki?!
Posiadam nowe wydanie ze zmienionym tytułem i zmienionymi paroma istotnymi szczegółami - o tym muszę napomknąć już na wstępie, ponieważ najbardziej mnie to drażni. Zapytałam mojej przyjaciółki, dlaczego wcześniejszy tytuł jest taki, a nie inny, przecież wierszyk jak i nazwa wyspy mają w sobie żołnierzyków, a nie murzyniątek. Wtedy doszłyśmy do wniosku, że:
a) nazwa wyspy została zmieniona
b) wierszyk też jest inny, choć nie całkowicie
Jak dla mnie wersja, którą ja mam jest lepsza, ale kto co lubi.
Bohaterów poznajemy kiedy siedzą w pociągu zmierzającym na Wyspę Żołnierzyków, a raczej do portu, gdzie ma ich zabrać łódź. Każdy z nich ma swoje przemyślenia na temat gospodarzy oraz celu ich wizyty. Każdego poznajemy już dosyć dobrze, po stosunkowo krótkich monologach wewnętrznych. W opisie fabuły,aby nie przedłużać nie wspomniałam, że każdy z dziesiątki na wyspie - włączając w to dwoje służących - ginie po kolei zgodnie ze sposobami w wierszyku. Na początku bohaterowie myślą, że to pan Owen stoi za wszystkimi morderstwami, ale po dokładnym przeszukaniu nie wielkiej wyspy i domu nikogo nie znajdują. Staje się jasne, że zabójcą jest jeden z nich. Przyznam, że nigdy w życiu nie spodziewałabym się takiego rozwiązania. Przecież nuż wykluczyłąm tę postać z kręgu podejrzanych,a tu co? Pudło. Autorka tak snuje opowieść, aby niczego nie być pewnym do końca, zakończenie było nie małym zaskoczeniem, sprawia, że czyta się z zapartym tchem nie mogąc się oderwać, aż do końca przyprawiając to odrobiną obawy u Czytelnika. Christie doskonale buduje napięcie. Jej bohaterowie są żywi, barwni i ciekawi. Na tyle postaci, gdzie można było się solidnie pogubić w tylu cechach na raz i w jednym miejscu, każdy był inny. Może nie zżyłam się z żadną postacią, ale w kryminale nie byłoby to też tak na miejscu jak przy powieściach innego gatunku. Poza tym nie było ku temu okazji; wiadomo, że zaraz zginie, a i narracja prowadzona jest na przemian z perspektywy każdego z bohaterów. Choć powiem szczerze, że całość odwraca uwagę od bohaterów - i ta całość bardzo mi się podoba.
Powieść nie jest przydługa, bo nie oszukujmy się, że wiele kryminałów przez pół książki przypomina powieść obyczajową, a pomiędzy czymś ciekawym mijają cenne strony - tutaj wszystko było wykorzystane co do słowa. Każdy wyraz był po coś, był cenny dla fabuły i ogólnie całości. Nie nudziłam się ani przed chwilę.
Jeżeli poznać rozwiązanie zagadki, to tylko przywiązując wagę do szczegółów - chociaż zapewne i tak będziesz pewny, że od początku wiesz kto zabija, a na koniec i tak docenisz przebiegłość autorki. Tak właściwie, to nawet główni bohaterowie nie dowiedzieli się kto popełnia zabójstwa.
Bardzo polecam, nie tylko miłośnikom kryminału. Dreszczyk emocji gwarantowany, a może uda ci się trafić z rozwiązaniem? Nie licz, że jakoś do tego dojdziesz w ciągu fabuły - na początku wybierz jedną postać i obstawiaj tę osobę do samego końca, bez względu na to co się stanie - w przeciwnym wypadku Twoje szanse są niższe niż zero i zapewniam Cię, że tak właśnie jest. Na pewno niebawem przeczytam kolejną powieść tej autorki - Teraz już obowiązkowo!