poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Osiem niebanalnych ludzkich historii, czyli "Porcelanowe Portrety" - Justyna Towarek [przedpremierowo]

Dostałam tę pozycję wczoraj (piszę to 10 kwietnia), tego samego dnia skończyłam czytać. Jest to bardzo króciutka książeczka. Składa się z opowiadań, choć jej długość sugeruje, że całość to jedno opowiadanie. Po części tak jest. Żadne z opowieści na pierwszy rzut oka nie łączy się ze sobą, różni się głównymi bohaterami i miejscem akcji, ale jest coś co je łączy. Każde z opowiadań ma w sobie wątek szaleństwa, w dosyć negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie wiem co dzieje się w głowie autorki, ale chętnie przeczytałabym jej dalsze myśli przelane na papier, bo tematyka tych opowiadań sugeruje, że jest to szalona kobieta (tym razem w pozytywnym znaczeniu).


Prawie każde jest materiałem na niezły thriller psychologiczny (z jednym wyjątkiem), ale te opowiadani to tylko mały ułamek. Znacie ten moment, kiedy autor pisze o postaci by dać nam jej zarys, opisuje wygląd, charakter i parę wydarzeń z przeszłości, które go zmieniły lub sprawiły, że jest tam, gdzie się znajduje? Te opowiadania takimi właśnie były.


Primabalerin(k)a
Amelia marzy o zostaniu primabaleriną, niestety pozostają jej tylko marzenia. Marzyła bezustannie, zawsze i wszędzie. Nie lubi swojego wyglądu, ale nie ma kompleksów, patrzy tylko realnym okiem.
Mam egzemplarz przed korektą, więc to może się jeszcze zmienić, ale nie mogę przemilczeń tego, co w tekście najbardziej mnie irytowały. Cudzysłowie tam, gdzie są kompletnie niepotrzebne i od czapy. Jest to z pewnością najgorsze opowiadanie, ale mimo to nie zniechęca, na szczęście jest króciutkie. Nic więcej nie mogę powiedzieć, na tym moje odczuci się skończyły.


"Lalki" Amandy
Amanda kolekcjonuje lalki od dziecka. Uwielbiała je zawsze. Najpierw mamy opis jej losów, gdy obsesja się zaczynała, czyli w jej najmłodszych latach. Potem autorka przedstawia Amelię już dorosłą; piękną i tajemniczą, nadal wielbiącą lalki. Teraz jednak, jej pasja przybrała kompletnie inną postać - mrożącą krew w żyłach. A swoją tajemnicę skrywa na strychu...
To opowiadanie jest z kolei najlepsze. Ogólnie pomysł jak i wykonanie są świetne. Jestem ciekawa kontynuacji i dokładniejszego opisu wydarzeń. Mam nadzieję, że pani Towarek kiedyś się o to pokusi. W tą historię wciągnęłam się najbardziej, a tajemnica Amelii skrywana przed ludzkimi oczami na długo pozostanie w mojej pamięci.


(Nie)spokojny umysł
Kornel to w zasadzie przeciętny z wyglądu mężczyzna, tylko jego oczy błyszczały w dziwny sposób. Po Poznaniu krążą o nim niesamowite historie, przerażające. Mieszkańcy tego miasta bali się go, ale niewątpliwie lubili - jego zachowania i humory zmieniały się bowiem jak w kalejdoskopie. W końcu zasugerowali jego matce, aby udała się z nim do specjalisty. Co było dalej, musicie dowiedzieć się sami, a wydarzenia układają się zaiste osobliwie.
Kornel mimo, że nie z najlepszego opowiadania, został moją ulubioną postacią. Został wykreowany w na tyle przyjemny sposób, że nawet ze swoją dziwną osobowością, wzbudził moją dozgonną sympatię. To opowiadanie także jest niezwykle ciekawe, najlepsze po " "Lalki" Amelii"


Aleksander
To opowiadanie powinni ominąć ludzie zwani homofobami, nie potrzeba nikomu nieuzasadnionych "hejtów". Lidka jest inna, czuje inaczej. Nie interesują jej mężczyźni, woli kobiety, ale nie kocha jak kobieta kobietę, a jak mężczyzna kobietę. Dla Lidki jej ciało jest okropne, wolałaby mieć całkowicie inną budowę ciała. W końcu pada diagnoza... transwestyta. Ale co dalej?
Jest to temat dosyć kontrowersyjny. Jestem bardzo tolerancyjną osobą, nie mam nic przeciwko gejom, lesbijką, różnym poglądom religijnym i na każdy inny temat. Mimo wszystko, raczej nie mogłabym udawać, że wszystko jest w porządku w towarzystwie transwestyty. Na pewno nie chciałabym spotkać takiej osoby, nie wiedziałabym jak się zachować. Towarek świetnie opisuje przeżycia wewnętrzne Lidki, to jak od dzieciństwa zdradzała symptomy "inności". Jest to bardzo prawdziwe, w łagodny sposób przybliża nam sytuację transwestytów, ale nic nie poradzę na to, że czułam delikatny niesmak.


Porcelanowe portrety
Starsza pani przychodzi na cmentarz. Odwiedza parę grobów, gdzie leżą bliscy jej kiedyś ludzie, lub wręcz przeciwnie. Ewentualnie coś pomiędzy... Poznajemy kilka urywków z życia owej kobiety, historie jej miłości bardziej lub mniej udanych i ich kresy.
To opowiadanie ukazuje istotę przemijania, pokazuje wiele emocji, które mimo upływu lat nie blakną, wiele strat, miłości i nienawiści. Jest na pewno mądre, a przy tym przyjemne.


Wielki świat
Edward jest bardzo dobrym prawnikiem, potrafi całkowicie wybronić swojego klienta nawet jeśli jest winny. Ma jeden problem, dosyć duży, choć może nie jest to najlepsze słowo. Edward jest karłem.
Karzeł, to złe określenie. Nie jest miłe, kiedy ktoś tak o tobie mówi, nawet jeżeli jest to w jakiś sposób uzasadnione. Ci chorzy ludzie często dostają role jako krasnoludy, co dla niektórych z nich jest niesmaczne. Pokrzywdzeni w ten sposób, są bardzo narażeni na docinki. Autorka  przedstawia nam, że wystarczy zignorować zdanie innych, by osiągnąć sukces. Ciężką pracą zdobędziesz wszystko, a druga połowa duszy znajdzie się zawsze, bez względu na sytuację.


Serce za szkłem
Tym razem Justyna Towarek oprowadza nas po siedmiu grzechach głównych, na przykładzie gości na stypie. Przedstawia nam smutne, ale prawdziwe, niekiedy bardzo autentyczne sytuacje życiowe.
To opowiadanie mimo, że dobre, nie wywarło na mnie zbyt dużego wrażenia. Ot, historyjka do poduszki. Ostatnie zdanie pozostaje dla mnie zagadką, będę musiała się nad nim głowić.


Kolejka elektryczna
Chłopiec dostaje kolejkę elektryczną, jego mama obiecała pomóc mu w jej układaniu. Po chwili czekania, wychodzi jej poszukać. Zastaje ją w ogrodzie, huśtającą się. W dziwny sposób...
Ostatnie opowiadanie mówi o dramacie rodzinnym. Zaczyna się od niesamowitego opisu kolejki elektrycznej, a kończy tragicznie. Dopiero na ostatniej stronie okazuje się co było powodem dramatu. Bardzo żal mi tego chłopca. Jest zbyt mały by zrozumieć... Ach, biedactwo...


Całość czyta się przyjemnie i szybko. Chłonie się każdą stronę. "Porcelanowe portrety" to pierwsze spotkanie z opowiadaniami (a przynajmniej to wydane) Justyny Towarek, niewątpliwie udane . Autorka nie uniknęła małych potknięć, ale przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo do drobnych pomyłek. Mam nadzieję, że niebawem autorka wydana następną książkę, na pewno bym ją przeczytała.

 Opowiadania utrzymane są w aurze tajemniczości, może ze szczyptą grozy. Poruszają trudne tematy, ale ukazują je w prosty sposób. Antologia ta bardzo wciąga, choćby nie wiem co, czytelnik jest zmuszony czytać do końca. Z całą pewnością wrócę jeszcze do tych opowiadań nie raz, zwłaszcza " "Lalki" Amandy" i cudownego Kornela :)
8/10







Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Novae Res



piątek, 10 kwietnia 2015

Dyskusje (nie) książkowe #1 Antologie - WTF !?



Postanowiłam trochę urozmaicić bloga, więc stworzyłam "Dyskusje (nie) książkowe", aby wypowiedzieć się na różne tematy około książkowe. Dzisiaj na tapetę biorę antologie, gdyż recenzja takowej ukaże się niebawem.


Nie od dziś wiadomo, że antologie to nie są ulubione formy literackie. Popyt jest mały, o ile ciężko wydać powieść, to z antologią graniczy to z cudem. Nie rozumiem tej niechęci. Mnie fascynuje, że kilka autorów dostaje temat, który w opowiadaniu interpretuje na swój sposób. Wszystkie z nich będzie łączył jakiś element, ale każde będzie inne, unikatowe. Do opowiadań trzeba też podchodzić z lekkim dystansem, pamiętajmy, że jest to zupełnie coś innego niż powieść.


Złe opowiadanie powoduje, że: bohaterowie mogą być bezosobowi, źle wykreowani, a akcja tak szybka, że aż sztuczna. Może też się skończyć, a właściwie nawet nie zacząć. W świecie przedstawionym możemy się pogubić. Dlatego właśnie opowiadania są najtrudniejsze. Dobry pisarz, umie uniknąć wszystkich tych negatywnych elementów zamieniając je w plusy. Jeżeli jest umiejętnie napisane, wciągnie nas nie mniej niż pięćset stronicowa powieść. Dodatkowo, nie trzeba się obawiać nudy. Ile razy przez pierwszych sto stron książka była nudna jak flaki z olejem? W opowiadaniach nie ma na to miejsca.


Oczywiście antologie nie muszą być zlepkiem utworów różnych autorów, a jednego. Mogą się łączyć gatunkiem, lub być kompletnie niczym nie powiązane. Każdy świetny pisarz zaczynał od opowiadań, przecież Stephen King czy J.K.Rowling nie napisali książki z powietrza, natchnienie nie spadło jak grom z jasnego nieba. Na przykład niedawno na blogu recenzowałam zbór opowiadań Charlotte Bronte z jej lat młodzieńczych.


Są też ludzie, którzy mają wielki talent, ale nie potrafią trzymać się długo tej samej historii, więc z ambicji na grubaśną powieść wychodzi kilkustronicowe opowiadanie. Dlaczego więc nie odkryć takich perełek tylko ze względu na to, że jest to odrobinę krótsze?





A jaki Wy macie stosunek do opowiadań? Chętnie poznam Wasze upodobania, piszcie w komentarzach. Dajcie także znać, czy podoba Wam się ten cykl :) 

środa, 8 kwietnia 2015

Śmierć, zgliszcza i obrzydzenie, czyli "Mgła" - James Herbert



Po niespodziewanym trzęsieniu ziemi z małego angielskiego miasteczka zostają zgliszcza, a z rozłamu powstałego na jego głównej ulicy wydostaje się tajemnicza żółta mgła. Niebawem okazuje się, że dziwna substancja ma zgubny wpływ na ludzi, wywołując w nich ataki skrajnej agresji czy prowadząc do utraty zmysłów. Wkrótce cała Wielka Brytania staje w obliczu pewnej zagłady, która może wydostać się poza wyspy...

Źródło: lubimyczytac.pl


James Herbert nazywany jest brytyjskim królem grozy, stąd byłam zaintrygowana jego twórczością już dłuższy czas, ale jakoś mijałam się z jego powieściami. "Mgła" to druga książka tego autora, a pierwsza jaką czytałam. Już dawno w moje łapki nie wpadł żaden horror, więc wyobraźcie sobie moją radość, kiedy dostałam "Mgłę". Miałam nadzieję na coś przerażającego


James Herbert kreśli niekiedy szczegółowe profile osób. Wydaje się, że to będzie główny bohater, a tu niespodzianka - człowiek ginie.Nabierałam się na to kilka razy, więc tak, było wiele zwrotów akcji. Nie było nudy, zdarzenia ciekawe, może niektóre nietypowe, nie brakowało także humoru. Możliwe, że były jakieś niedociągnięcia w fabule czy języku, ale szczerze mówiąc, nie zwracałam na to uwagi. Opisy sytuacyjne były bardzo realistyczne, wręcz namacalne. Niektóre sceny mogą wzbudzać niejakie obrzydzenie u ludzi o słabych nerwach. Książka mocno porusza wyobraźnię, trzeba lubić takie rzeczy. Autor buduje niesamowity klimat, trzyma w napięciu do samego końca. Nie wiadomo czego się spodziewać. Prawie cały czas towarzyszył mi dreszczyk. Interesującym zabiegiem było przedstawienie kilku historii, kiedy to ludzie spotykali na swojej drodze mgłę, akcja nie skupiała się cały czas na jednej postaci, przedstawiała historię i jej kres także innych ludzi. Zakończenie było ciekawe, może nie jakoś bardzo zaskakujące, ale nie całkiem przewidywalne. Raczej o charakterze otwartym, aura tajemniczości nie opuszcza nawet po skończonej lekturze.

Pierwsza część była dużo lepsza, miałam do czynienia z rzeczywistym horrorem, ale w połowie autor w jakiś sposób zboczył z drogi, a książka odrobinę za bardzo przekształciła się w thriller sensacyjny, aczkolwiek nie przeszkadzało to w odbiorze i nie mogę powiedzieć, że jest to wada. Powieść złapała mnie w swoje sidła i trzymała do końca, siedząc twardo w mojej głowie i sprawiając, że trudno mi było się oderwać.


Horror o broni biologicznej, która wymknęła się spod kontroli i niszczy ludzkość, trafia w moje lęki. Czasem kiedy weźmie mnie na filozofowanie myślę, że badania nad bronią biologiczną są prowadzone w wielu miejscach, krajach, kontynentach i boję się, że wymknie się spod kontroli i obróci przeciwko stwórcom.


Fabuła jest dosyć oklepana, ale nie zapominajmy, że powieść została wydana w 1975 roku, od tego czasu ten temat został wiele razy powielony, wtedy nie było to jeszcze tak częste.

Książka napisana jest w dobrym stylu, z reguły lekko, aczkolwiek momentami dłużyła mi się. Nie była nudna, po prostu czytałam ją długo i czekałam na kolejny rozwój akcji. Nie pochłonęłam jej specjalnie szybko, ale nie tyle długo, by się nią znudzić. Jakoś zmęczyłam te niekiedy zbędne opisy, a ogólnie mam dobre wrażenie.

Jest to dobry horror, wszystko jest na miejscu. Oczywiście autor nie uniknął drobnych błędów, ale nie są rażące, nawet mało zauważalne bym powiedziała. Nie żałuję, że ją przeczytałam, spędziłam miło czas. Książka nie powala, aczkolwiek ma klasę. Wciągnęła mnie, a to oznacza, że nie jest zła.
7/10

Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu Publicat!


Jak już wyżej wspomniałam, książka została wydana w 1975 roku, więc bierze udział w wyzwaniu:

wtorek, 7 kwietnia 2015

KONKURS urodzinowy #2

Hej, hej!
Mam dla Was drugi konkurs urodzinowy. W pierwszym, gdzie do wygrania jest trzy książki udziału nie wziął nikt - konkurs trwa jeszcze do końca miesiąca, więc można się do niego zgłaszać. Na końcu podam Wam link przekierowujący do konkursu, gdzie zmieniłam zasady z powodu małego zainteresowania.
Tymczasem do oddania mam "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte w pięknym wydaniu, ufundowane przez wydawnictwo MG, któremu bardzo dziękuję. Na poniższym bannerze widać egzemplarz dla Was, który dostałam dzisiaj i jeden mój, który kupiłam parę dni temu.
Jak wygrać?
Regulamin:
  1. Konkurs trwa od 07.04.15 do 30.04.15, a wyniki zostaną podane max.trzy dni po zakończeniu konkursu, ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo - ma on trzy dni na podanie adresu, w przeciwnym razie nagroda wędruje do kogoś innego
  2. Organizatorem konkursu jestem ja, autorka bloga "Chcę coś znaczyć w świecie książek"
  3. Fundatorem nagrody jest wydawnictwo MG
  4. Wysyłką zajmuję się ja, autorka bloga "Chcę coś znaczyć w świecie książek". Wysyłka tylko na terenie Polski do pięciu dni roboczych po podaniu adresu
  5. Wybór zwycięzcy odbędzie się drogą losowania.
  6. Aby wziąć udział w konkursie należy:
  • Mieć adres korenspondenycjny w Polsce
  • Być obserwatorem niniejszego bloga (nie jest to konieczne)
  • W komentarzu pod postem konkursowym napisać zgłoszenie według wzoru:
Nick
E-mail
Zgłaszam się / itp.
Dodatkowe losy
Aby zdobyć kolejny los, trzeba być obserwatorem bloga i/lub umieścić podlinkowany banner konkursowy w widocznym miejscu na blogu. Jeżeli się na to zdecydujecie, do zgłoszenia dodajcie dwa punkty według wzoru:
  • Blog obserwuję jako
  • Link do banneru:
W razie pytań proszę kontaktować się ze mną na maila paulinarzeminska@onet.pl lub skorzystać z formularza kontaktowego
Banner

Aby wygrać trzy inne książki kliknij w link TUTAJ


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Być gorylem, czyli "Jedyny i niepowarzalny Ivan" - Katherine Applegate



To książka na jeden chaps, lekka, a przy tym skłaniająca do refleksji. Przepełniona jest samotnością i swego rodzaju żalem. Powieść jest smutna, a jednocześnie przezabawna, wielokrotnie uśmiechałam się pod nosem. Przy ostatnich kilkudziesięciu stron łezka zakręciła mi się w oku. Ta historia jest tak prawdziwa, że smutna. Tyle tu pożegnań i utrat... Mimo to, zakończenie jest happy endem, nie mogło być inaczej. W przeciwnym razie autorka złamałaby mi serce.

Autorka ukazuje nam goryla, który rozumie, myśli, czuje i żyje rozpamiętując przeszłość i zastanawiając się nad przyszłością. Egzystencja Ivana nie jest usłana różami, bo kto chciałby mieszkać w handlowym cyrku nudząc się cały dzień? Nasz bohater jest nietuzinkowy, ma duszę artysty i koniec końców dzięki temu wszystko dobrze się kończy.Jest mu jeszcze trudniej, gdyż w młodości wyrwany ze środowiska wychowywany był przez ludzi jak normalne dziecko. Jest samotny, ale ma przyjaciół, w tym słonicę Silly, z którą źle się dzieje i psa Boba. Pewnego dnia do cyrku przyjeżdża małe słoniątko, Ruby. Jest urocza, wzbudza instynkty macierzyńskie. Ivan składa obietnicę, której może nie być w stanie dotrzymać, ale dąży do tego niestrudzenie. Czy to się uda? Czy Ivan odnajdzie siebie? Co się stanie z Ruby i resztą?

Bardzo zżyłam się z bohaterami, nie tylko z Ivanem, ale i innymi postaciami. Bardzo przeżywałam ich perypetie, niejednokrotnie pobudzałam emocje. Wspomniałam już o zwierzętach, ale nie mogę pominąć ludzi. Dwójka, dzięki którym wszystko się ułożyło. Julia i George to córka i ojciec. Nie żyje im się najlepiej, jak wywnioskowałam z dialogów zasłyszanych przez Ivana. George ciężko pracuje, co wieczór sprząta centrum handlowe, a Julia, która jest małą dziewczynką odrabia lekcje. Jest zżyta ze zwierzętami i rozumie Ivana, bo też jest artystką. George ryzykuje bardzo potrzebną pracę, aby pomóc źle traktowanym zwierzętom. Autorka całe szczęście nie zapomina o nich w połowie, jak to często bywa, ale wyjaśnia także jak im się to wszystko ułożyło.

Jest też Mark, który tym wszystkim kieruje. To on wraz z żoną Heleną wychowywał Ivana, ale kiedy Ivan urósł był zmuszony zamknąć go w klatce. Helena od niego odeszła i stał się zgorzkniały. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać, ale jest dobrym człowiekiem. Pod koniec ujawnia odrobinę uczuć, aczkolwiek mimo wszystko nie polubiłam go. Czułam współczucie, ale dalekie jest to od sympatii. Myślę, że taki był zamysł autorki.

Książka ma około trzystu dwudziestu stron, ale czcionka jest naprawdę duża, a odstępy między akapitami jeszcze większe, więc jeżeli zamienić to w normalny układ to myślę, że odpadłoby kilkadziesiąt stron



Jest przez to przejrzyście, więc już najmłodsi mogą próbować swoich sił czytając tę książkę samodzielnie. Styl tekstu przyczynia się do błyskawicznego pochłaniania, ale lekki styl autorki i wciągająca, wzruszająca historia jeszcze bardziej. Realizm i naturalność wręcz powalają.

"Jedyny i niepowtarzalny Ivan" to opowieść dla dosłownie każdego. Piękna opowieść o poszukiwaniu samego siebie, ogromnej sile przyjaźni i rozwijania własnych pasji i talentów. Płynie z niej ogromna nauka, jest bardzo wartościowa. Kolejna pozycja do grona Wielkich Buków (już druga z rzędu od tego wydawnictwa).
9/10

Pamiętajcie: "Nigdy nie jest za późno aby stać się tym, kim mogłeś się stać"!
 





Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu CzyTam


Liebster Blog Award

sobota, 4 kwietnia 2015

Powiem ci czy dzisiaj umrzesz, czyli "Potem... " - Guilluame Musso



Skusiłam się na tę książkę właściwie ze względu na lekko fantastyczną część. Zainteresował mnie wątek Posłańca, który nad głową osoby, która mają umrzeć w najbliższym czasie widzi aureolę. Posiada także inne zdolności, ale mniejsza o to. Na początku byłam lekko zawiedziona, że to ten wątek nie był głęboko rozwinięty, ale zawiedzenie ulotniło się gdzieś na pięćdziesiątej stronie, ponieważ dostałam coś lepszego. Dostałam opowieść o poszukiwaniu siebie, uświadamianiu sobie, że pieniądze są niczym jeżeli nie masz ich z kim dzielić i odzyskiwaniu miłości. Ale najbardziej urzekło mnie to, że autor przekazuje, iż nie ważne kim jesteś na początku, czy masz ciężkie dzieciństwo czy sielskie życie od zawsze, ciężką pracą możesz osiągnąć wszystko. Byle nie kosztem bliskich.

Ciężko synowi sprzątaczki podbić Nowy Jork, a jednak udało się to Nathanowi, który mimo ciężkiego dzieciństwa, dorastaniu bez ojca i ubogiej matce, która robiła wszystko, aby związać koniec z końcem. Szczęście się do niego uśmiechnęło i dzięki stypendium dostał się do dobrej szkoły dla bogaczy. Związał się z dziewczyną, która pozycję miała zapewnioną od urodzenia. Nathan stał się adwokatem z pozycją, dorobił się milionów. Cały czas chciał pokazać, że zasługuje na swoją żonę. Wszystko pięknie, ładnie, ale... po drodze zgubił siebie i zapomniał o uczuciach swojej rodziny, chcąc zdobywać sobie coraz większy prestiż. W momencie, kiedy dowiedział się, że niedługo umrze próbuje wszystko odbudować. Czy uda mu się to osiągnąć?

"Potem..." czyta się jednym tchem. Nie brak w niej akcji, aczkolwiek nie ma w niej mafii i broni palnej czy przestępców. W tym wszystkim jednak nie gubi się morału. Jest to bez apelacyjne wartościowa i ciekawa lektura. Na pierwszy rzut oka lekka.

Bardzo zaskoczyła mnie końcówka. To był całkowity zwrot akcji. Ale samo zakończenie? Zostawia czytelnika w słodko - gorzkiej niepewności. Wiele wątków pozostało nierozwiniętych, a ja w jakimś stopniu odniosłam wrażenie, jakby autor gdzieś się spieszył, ale musiał dokończyć tę książkę i nie miał czasu zrobić tego porządnie.

Polecam tę książkę, ponieważ jest to (powtórzę) bardzo wartościowa lektura.Przyjemna i z morałem. Naprawdę dobra. Może czegoś brakowało do pełni szczęścia, stąd ta ocena, ale nie mogę powiedzieć, że jest zła.


5/10

piątek, 3 kwietnia 2015

Jak boleśnie poczuć emocje, czyli "Odłamki" - Ismet Prcić



Od tej książki oczekiwałam dużo. W większości przypadków, nie wychodzi to na dobre, ponieważ moje nadzieje są zbyt wielkie na jakikolwiek tekst, a każdy będzie gorszy od moich wyobrażeń. "Odłamki", które są obsypywane nagrodami, które są debiutem i autobiografią o opisie niczym z filmu sensacyjnego musiały być dobre. Czy były?

Od progu powitały mnie cudne cytaty, po czym wprowadzono mnie tekstem stworzonym przez autora do Polskiego wydania. Końcem mojej wędrówki, a właściwie dopiero początkiem były tajemnicze drzwi. To, co mnie za nimi czekało, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wejście do Avalonu, do Narnii za panowania czwórki rodzeństwa, do Hogwartu, kiedy jeszcze nie słyszano o Voldemorcie - do krainy miodem płynącej, spowitej mrokiem tragedii trzech ludzi, o roztrzaskaniu się ich życia w drobne odłamki.

Wojna - słowo, które szczególnie teraz jest bardzo realne. Mimo wszystko, jeszcze nie bierzemy tego na poważnie,ale zagrożenie to rzeczywistość. "Odłamki" przedstawiają historię ludzi, którym wojna odebrała to co w życiu najlepsze. Ta powieść to miała być terapia, po dwudziestu latach, Ismet nadal zmaga się z traumą. Kochał i cierpiał. Przekazuje nam swoje radosne wspomnienia i te pełne bólu oraz brutalności. Walczył nie tylko z najeźdźcami, ale w dużej mierze z samym sobą. Jest jeszcze ktoś, ma na imię Mustafa. Na jego życie wojna także położyła długi cień, musiał jak inni próbować przetrwać i nie pozwolić, aby najazd zniszczył go jeszcze bardziej, do cna. Mamy też Izzy`ego - kochającego teatr, próbującego żyć po swojemu. Wszystkie te trzy części złączone są w jedną, spójną całość, która opowiada o wojnie z różnej perspektywy. "Odłamki" to części dzienników i notatek, na wpół fikcyjne i autentyczne. Każda z części mówi o ludziach, którzy tak jak wielu boją się o najprostsze czynności, boją się o jutro i o to, czy będzie jakieś jutro. Boją się o siebie, swoje życie i o życie innych. Nie wiedzą jak się odnaleźć, bo przeraża ich rzeczywistość.

Ta powieść ocieka strachem, tym prawdziwym. Nie fikcyjnym jak w sławetnych horrorach Stephen Kinga, jest to trwoga mrożąca krew, przenikająca do kości i najodleglejszych zakamarków duszy i umysłu. Prawdziwy lęk jest wynikiem prawdziwości tej książki. Autor sam przekonał się, jak to jest, przez co "Odłamki" są wiernym opisem przeżyć bohaterów. W prosty sposób jest tu przedstawiony złożony uraz i trauma z nim związana, zniewieściałość uczuć postaci - jest to prawda sama w sobie i nie trzeba nic do tego dodawać.

Książka jest trudna, jej tematyka odrobinę kontrowersyjna, ale mimo to, przeczytałam ją bardzo szybko. Po lekturze musiałam ochłonąć parę dni, kiedy to w wyniku kaca książkowego pochłonęłam trzy powieści. Dopiero teraz jestem w stanie pisać o tej powieści. Tekst płynie, historia maluje się niczym obrazy najwybitniejszych artystów. Połknęłam tę książkę w jedną noc, następnego dnia chodziłam jak zombi, ale było warto. Łomotanie serca, wypieki na policzkach i przyspieszone tętno - nie miałam pojęcia, że ta lektura wywrze na mnie tak duże wrażenie.Nie pamiętam już, kiedy czytałam książkę tak trudną i lekką zarazem.

Kiedy sięgniesz po tę powieść, nie oderwiesz się długo, spychając resztę zajęć na drugi plan. Muszę jednak cię ostrzec, wymaga tego etyka dziennikarska - odczujesz każdy odłamek, który wbije się w Twoje serce.
9/10








 



 Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non
 

Książka bierze udział w konkursie organizowanym przez wspomniane wydawnictwo

czwartek, 2 kwietnia 2015

Mięsożerny jednorożec to "Zły jednorożec" - Platte F. Clark

 Kaczka zombie, roboty, klaustrofobiczne krasnoludy i inteligentna gra zręcznościowa z lat 80. tworzą cudownie surrealistyczną atmosferę tej historii. Clark tworzy szalenie zabawny świat, bez antagonizmu, delikatnie parodiując m.in. Tolkiena i Rowling.

Główny bohater – Maks Spencer jest jedyną osobą mogącą odczytać najbardziej magiczną księgę jaką kiedykolwiek napisano, czyli „Kodeks nieskończonej poznawalności”. Ale poza ryzykiem obcowania z magią, na Maksa czyha też inne niebezpieczeństwo: jednorożec o imieniu Księżniczka. Nie jest ona typowym jednorożcem w jakiego wierzą ziemskie dzieci – wie, że róg jakim została obdarzona przez Naturę nie służy wyłącznie do ozdoby… Księżniczka, w zamian za obietnicę niesamowitej mięsnej uczty, ma za zadanie dostarczyć księgę do złego czarownika i jego tajemniczego mistrza. Maks musi zdobyć się na odwagę, aby uratować siebie, swoich przyjaciół i… tu niespodzianka: całą ludzkość!

Źródło:  https://czy-tam.pl/zly-jednorozec.html



Nie jest to literatura wysokich lotów, ale zdecydowanie dla każdego. Teoretycznie i w praktyce jest dla dzieci i dorosłych w każdym wieku mimo, że ponoć przeznaczona jest dla czytelników powyżej ósmego roku życia. Okładka jest przerażająco słodka, wydanie jest przepiękne, mogłabym gapić się godzinami na tę lekturę. Naprawdę dobra cegiełka, nawet dla dorosłych, choć tytuł może nie wskazuje na to.

Bardzo muszę pochwalić sam pomysł na fabułę. Teraz bardzo ciężko znaleźć coś oryginalnego, ale ta książka z pewnością taka jest. Intryguje od dosłownie pierwszej strony, zostajemy ostrzeżeni przed niebezpieczeństwem, z jakim ponoć możemy mieć do czynienia czytając tę książkę zawierającą piętnaście Zaklęć Pierwotnych, jeśli nie jesteśmy potomkiem Maximiliana Sporazo - Arcyczarownika i Regenta Wieży Maga. Ja na szczęście zachowałam środki bezpieczeństwa i nie zostałam porażona prądem, zamrożona, rozerwana na strzępy, wyrzucona w powietrze, spalona na popiół ani ciśnięta poprzez czas i przestrzeń. No, może nie całkiem, bo to ostatnie przytrafiło mi się. Teoretycznie i praktycznie. Jeszcze nigdy nie czytałam nic o jednorożcach (dziwne, prawda...?)

Ta powieść wciągnęła mnie w swój świat, przeczytałam ją jednym tchem, z niekłamaną i wręcz masochistyczną przyjemnością.  Kartki przewracałam z wciąż narastającą przyjemnością. Zanim się obejrzałam dotarłam do końca i teraz nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Dopadł mnie kac książkowy, który u mnie przejawia się bardzo różnie, więc spodziewajcie się, albo więcej recenzji, albo dużo mniej. Ewentualnie zmian w mojej biblioteczce. Przez tę książkę przeszłam błyskawicznie, styl autora jest niezwykle kurtuazyjny i taki... harmonijny. Nie mogłam się oderwać. Nie mówię tego często, ale tym razem muszę... "Zły jednorożec" trafia do nielicznego grona Wielkich Buków, czyli książek mojego życia. Nie tych fenomenalnych arcydzieł, tylko czegoś ponad to. Nieraz wybuchałam śmiechem, w innych momentach wręcz przeciwnie. Ale nie jednorożce są tutaj najważniejsze. Mamy do czynienia także z innymi dziwnymi stworami, nawet gadającymi maszynami czy nożami, frobbitami, mechanicznymi pająkami i wiele innych. Akcja pędzi nie przerwanie wywołując wręcz łomotanie serca. Nie nudziłam się nawet przez stronę. Platte F. Clark stworzył coś niesamowitego i nietuzinkowego.

Ostatnio czytałam dużo dobrych książek, ale ta jest zdecydowanie najlepsza, nawet mimo "Utraty", choć te książki są z zupełnie innego świata. Ciekawi mnie, jak wyglądałaby ekranizacja. Nie mam pojęcia skąd przyszło mi to do głowy, ale fajnie by było, gdyby Tim Burton podjął się tego wyzwania. No cóż, byłoby ciekawie.

"Zły jednorożec" to pierwsza część zabawnej trylogii. Kolejne części to: Puchaty smok i Miły ogr, które to pozycje bardzo chciałabym przeczytać.


Polecam wszystkim niezależnie od wieku. Nie ważne czy masz 8, 15, 30 czy 70 lat - na jednorożce nigdy nie jest za późno !
9/10





Za książkę dziękuję wydawnictwu CzyTam!

środa, 1 kwietnia 2015

Pierwsze urodziny! + KONKURS

 Z powodu braku zainteresowania sposób wygrania książek został zmieniony dnia 07.04.15 roku



Witam, witam!
Dzisiaj jest bardzo wyjątkowy dzień. PIERWSZE URODZINY "CHCĘ COŚ ZNACZYĆ W ŚWIECIE KSIĄŻEK"!
Wiele razy brałam się za blogowanie, ale zawsze porzucałam to po max. miesiącu. Ale teraz jest inaczej. Naprawdę to polubiłam i sprawia mi to radość. Dzisiaj mija rocznica mojej pierwszej recenzji, którą opublikowałam dokładnie 365 dni temu. Ten czas, był dobry. Nawiązałam współpracę z kilkoma wydawnictwami, przeprowadziłam kilka wywiadów, zrecenzowałam dla Was kilkadziesiąt książek. Moim największym osiągnięciem jest ilość odsłon, obserwatorów i komentarzy - jednak ktoś to czyta!
Nie uważam się za znawczynię w tej dziedzinie, nie odnalazłam jeszcze do końca swojego stylu, wiele razy wprowadzałam poprawki co to porządku recenzji czy funkcjonowania bloga. Nie jestem profesjonalną recenzentką, raczej nazwałaby to czytelnikiem (co samo w sobie jest hobby) z pasją. Nawet nie marzyłam, że kiedyś osiągnę tyle na moim blogu - mam nadzieję, że to nie koniec rozwijania się tego dzieła. Nadal będę starała się nawiązać współpracę z nowymi wydawnictwami, nie ustanę w próbach zaskarbiania sobie czytelników. Miałam okresy lepsze i gorsze, ale wytrwałam te 365 dni, po drodze czerpiąc z tego przyjemność.
Myślałam nad konkursem, ale... to jest takie pospolite.Wszyscy robią konkursy na rocznicę bloga. Pomyślałam, że tylko Wam podziękuję.
O konkursie 
To by było na rękę mi, bo z konkursem jest wiele zachodu, ale przecież Wy chcielibyście coś wygrać, prawda? Dlatego porzuciłam myśl o byciu oryginalną i postanowiłam zrobić dla Was zabawę wraz z wydawnictwami i nie jest to żart! Instytut Wydawniczy Znak przeznaczył aż trzy książki na konkurs. Być może niebawem ogłoszę kolejny konkurs z moim ulubionym wydawnictwem. Zostawiam Was w słodko - gorzkiej niepewności, aż do ewentualnego następnego konkursu. Jedna osoba może brać udział w losowaniu kilku książek.
O nagrodach

Takie oto tyłu dla Was mam (banner):




"Fotografomannię" recenzowałam już na blogu (KLIK), natomiast "Apetytu" oraz "Londynu NW" nie znam, aczkolwiek fabuły wydają się być interesujące. Aż zazdroszczę Wam tych pozycji! Niewykluczone, że sprawię sobie takie, po zakończeniu konkursu.
Troszkę o fabule:
"Apetyt" - Philip Kazan

Nino jest geniuszem smaku. Jego dar dla jednych jest błogosławieństwem, inni uznają go za przekleństwo. Syn florenckiego rzeźnika wie jak smakuje namiętność, władza czy żałoba. Zna też smak kamienia, drewnianej łyżki i śmierci.

We Florencji, mieście zmysłów, każdy jest artystą. Gdy Leonardo da Vinci uczy się mieszania pigmentów, Nino łączy cynamon, pieprz, gałkę muszkatołową i wanilię. Alchemia uwodzenia smakiem nie ma przed nim tajemnic.Jego ucztom nie potrafią się oprzeć Medyceusze, kardynałowie, a nawet sam papież.

Kiedy jego ukochana Tessina zostaje zmuszona do ślubu z podstarzałym arystokratą, Nino zatraca się w pracy. Obłędne uczty, rozpustne kurtyzany, potrawy, które mącą zmysły – tylko on potrafi wyczarować spektakl, który zachwyca od Florencji po Rzym. Ale raz rozbudzony apetyt nie da o sobie zapomnieć. Tak jak pierwsza miłość, której nie nakarmią same wspomnienia. Jeśli droga do serca wiedzie przez żołądek, Nino użyje najwykwintniejszych smaków, by odzyskać ukochaną.

źródło opisu: Wydawnictwo Znak


"Londyn NW" - Zadie Smith

 Leah, Natalie, Nathan i Felix – cztery postacie, cztery historie, cztery oblicza Londynu

Leah jest w samym środku egzystencjalnego kryzysu – kłopoty z mężczyzną, matką i pracą nie ułatwiają jej życia. Jej przyjaciółka Nathalie nie wiadomo kiedy zamieniła się w sfrustrowaną matkę, choć niegdyś była przebojową prawniczką. Nathan, obiekt ich dziewczęcych westchnień, dziś jest kloszardem i narkomanem. A Felix, niezrealizowany filmowiec i życiowy nieudacznik ginie w przypadkowej bójce. Łączy ich jedno – NW, czyli północno-zachodni Londyn. Stamtąd pochodzą, tam dorastali.

„NW” to przenikliwa powieść o współczesnych londyńczykach skazanych na samotność. Ludzkie więzi, uczucia, relacje, powiązania i kontakty – to prawdziwa mapa tego miasta. Londyn w powieści Zadie Smith to nie tylko miejsce, w którym sama dorastała, to centrum świata, pełne mieszających się kultur, języków, tradycji i wartości. Centrum świata, w którym najtrudniej jest odnaleźć drugiego człowieka.


źródło opisu: Wydawnictwo Znak


"Fotografomannia" - Wojciech Mann (moja recenzja)

Motoryzacyjne marzenia, niebanalne stylizacje, brawurowe przygody, zakątki dalekie i bliskie – rodzinne albumy Wojciecha Manna kryją niezwykłe opowieści.
Autor zabiera nas w niepowtarzalną podróż śladami swojej biografii.

Wraz z nim bryczką zaprzężoną w owczarka podhalańskiego przemierzamy drogę od Tatr do Bałtyku, uczymy się „na sucho” pływać w Wiśle i odpowiednio zachowywać na londyńskim przyjęciu u wujka – profesora. Dowiadujemy się, jak prawidłowo zaszczepić krowę, gdzie najlepiej zamieszkać w Barcelonie i jakie warunki musi spełnić „chłopiec z okładki”.
A to dopiero początek…

źródło opisu: Wydawnictwo Znak



Regulamin

  1. Konkurs trwa od 07.04.15 do 30.04.15, a wyniki zostaną podane max.trzy dni po zakończeniu konkursu, ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo - ma on trzy dni na podanie adresu, w przeciwnym razie nagroda wędruje do kogoś innego
  2. Organizatorem konkursu jestem ja, autorka bloga "Chcę coś znaczyć w świecie książek"
  3. Fundatorem nagrody jest wydawnictwo Znak
  4. Wysyłką zajmuję się ja, autorka bloga "Chcę coś znaczyć w świecie książek". Wysyłka tylko na terenie Polski do pięciu dni roboczych po podaniu adresu
  5. Wybór zwycięzcy odbędzie się drogą losowania.
  6. Zgłaszacie się na własną odpowiedzialność - nie wiadomo, jaką książkę wylosujecie
  7. Aby wziąć udział w konkursie należy:
  • Mieć adres korenspondenycjny w Polsce
  • Być obserwatorem niniejszego bloga (nie jest to konieczne)
  • W komentarzu pod postem konkursowym napisać zgłoszenie według wzoru:
Nick
E-mail
Zgłaszam się / itp.
Dodatkowe losy
Aby zdobyć kolejny los, trzeba być obserwatorem bloga i/lub umieścić podlinkowany banner konkursowy w widocznym miejscu na blogu. Jeżeli się na to zdecydujecie, do zgłoszenia dodajcie dwa punkty według wzoru:
  • Blog obserwuję jako
  • Link do banneru:


Powodzenia!
Ps. w razie jakichkolwiek wątpliwości czy niejasności można się ze mną skontaktować pod adresem paulinarzeminska@onet.pl lub skorzystać z formularza kontaktowego po lewej stronie